Life is complicated, aye!

Pięć miesięcy… no cóż. Przede wszystkim, po przeczytaniu ostatniej notki: old news. Okazało się, że Carrot boy jednak nie „to the rescue”. Ale od początku…

Wszystko szło dobrze, seks był wciąż zajebisty (choć ani razu nie doszłam). Z okazji moich urodzin zaprosił mnie do Farris Bad, czyli znanego norweskiego SPA. Było fajnie, pokąpaliśmy się, wieczorem zrealizowaliśmy kolejny punkt na sex bucket list – ja ubrałam się w seksowną, długą kieckę i szpilki, on zaś w garnitur i umówiliśmy się w barze hotelowym o 21, gdzie mieliśmy udawać osoby, które dopiero co się poznały… Ja byłam Larą Croft z moimi pończochami z bronią na udzie, on zaś Timothym Daltonem, ohhhh fuck jakie to było hhhhhooootttt… Po gorącym seksie w pokoju opadliśmy na łóżko, gdzie ja, pijana alkoholem i wspaniałymi doznaniami, wypaliłam, że czasem mam ochotę powiedzieć mu, że go kocham. Na co on odpowiedział… że niestety nie mógłby odpowiedzieć, że on mnie też. I od słowa do słowa doszło do tego, że Aneta znów płakała na łazienkowej podłodze, a Hallstein się pakował. No średnio. Ale potem zaczęliśmy rozmawiać i powiedział, że he cares about me… no więc daliśmy sobie jeszcze jedną szansę i obiecaliśmy, że przez kolejny tydzień nie będziemy uprawiać seksu, tylko postaramy się do siebie zbliżyć. Ale średnio to wyszło jak mówił mi co wieczór, że idzie do znajomych i przez trzy dni się nie widzieliśmy. Nie wytrzymałam więc i jak się w końcu zobaczyliśmy, zaczęłam rozmowę o tym, że it doesn’t feel the way it’s supposed to. Że chcę poznać jego znajomych, jego siostrę (pamiętam, że Tomek nie mógł się doczekać, aż mnie przedstawi swojej siostrze…), że nie wyobrażam sobie nie widzieć swojego chłopaka aż trzy dni! No i wyszło szydło z worka, powiedział znów te słowa, który zapadły mi w pamięć dwa lata temu… nie tęskniłem za tobą. No i ponadto, że nie wie, czy mnie kocha i nie chce znaleźć się w sytuacji, że za 6 miesięcy wciąż nie będzie tego czuł i będzie mi o tym musiał powiedzieć… i koniec. Pojechałam zapłakana do Pettera, gdzie się upiłam i wymieniałam wszystkie wady Hallstaina, a Petter mi w tym pomagał. Po kilku dniach zaś, wracając w nocy pijana z nieudanej imprezy, napisałam do niego smsa… trochę z wyrzutem, trochę z tym, że mam na niego mega ochotę… i tak od słowa do słowa… zostaliśmy fuck buddies. Bo przecież w tej materii było dobrze, więc czemu się unieszczęśliwiać? Wyłączyłam uczucia, zresztą, to nie było tak, że ja go kochałam. Ja kochałam to, że mogę powiedzieć, że mam chłopaka. Że może będę mieć męża i ojca moich dzieci. Ale wiele razy wątpiłam, czy on jest dla mnie, chociażby jak pierdolił mi o winie czy o jakiś nudnych tematach. Albo to, że był ciągle gloomy, zamyślony, nawet PO seksie, kiedy ja wciąż szybowałam w przestworzach – on i jego zamyślona morda szybko mnie stamtąd ściągały i niemiłosiernie mnie to wkurwiało – obiecałam sobie życie bez stresu, życie w śmiechu. No ale fuck buddy. Boże, jakie to było szalone, te wszystkie sex smsy… Takie podniecające… Wiedziałam, ze on mnie pragnął, a ja pragnęłam jego i obydwoje potrzebowaliśmy tego przeżycia, żeby odbudować nasze poczucie własnej wartości w łóżku, dziś wiem, że to miało sens – wypieprzyłam się za wszystkie czasy. Ale teraz, kiedy patrzę na to wstecz, jest to w ogóle nie do porównania z seksem z uczuciami. Fuck\make love. I właśnie ta przygoda z Hallsteinem uświadomiła mi, że zdecydowanie wolę to drugie. Moje ciało i umysł chyba też, bo doszłam już z dziesięć razy!!! :D

Jordan. Tinder, którego tak się zaparłam, że nie będę używać, bo wszyscy chcą tam tylko jednego. Nowa Zelandia, móóóój kiwi :) 34 lata. Gemini, jak ja. Z jednej strony myślę: super, z drugiej przeraża mnie to, bo wiem jakie z nas gagatki. Poznaliśmy się pod koniec czerwca, poszliśmy na kawę, na imprezę, wykąpać się we fjordzie – najprzyjemniejsze i najbardziej szalone dwa randkowe dni, jakie przeżyłam od wielu miesięcy… Po czym musiał wyjechać na tydzień. Przyjechał, spędziliśmy razem pięć dni, po czym… ja musiałam wyjechać na 3 tygodnie. Postanowiłam skorzystać z porad Mamy/Babci/Emy i nie przespać się z nim na pierwszej randce. On jakoś też specjalnie nie nalegał, więc zrobiliśmy to chyba po dwóch tygodniach! :D Najpierw żartowałam, że musi czekać 10 randek, ale w końcu naprawdę tak wyszło. Nie powiem, żeby pierwszy raz był super, oj nie. Miał zdecydowanie mniejszego penisa niż Hally, a co więcej ciągle opadał i powiedział, że nie umie tego robić w prezerwatywie – no to obiecujące, pomyślałam. Ale było nam tak fajnie razem, śmialiśmy się tyle, obydwoje z emocji mieliśmy problemy żołądkowe i co chwilę w kibelku byliśmy, podczas gdy druga osoba czekała na zewnątrz lol :D Więc dałam mu jeszcze jedną szansę, bo… chciałam go wypróbować przed moim wyjazdem do Grecji z Emą i do Polski na urlop. Zrobiło mi się go żal, więc przyjęłam znów zasadę a chuj i pozwoliłam mu wejść bez (kiedyś naprawdę będę miała nauczkę, może już teraz bo byliśmy w klinice się zbadać i czekamy na wyniki) i…. stało się. Niby mniejszy w rozmiarze, ale tak tą dupką ruszał, że… doszłam :))))))) Pierwszy raz z innym chłopakiem niż T. I tak oto gadaliśmy codziennie jak byłam w Grecji, Polsce, tęskniłam za nim bardzo. I tak oto jesteśmy we wrześniu, oficjalnie parą i o krok od powiedzenia sobie I love you, czuję to. „Jedynym” problemem jest to, że Jordan… ma dwójkę dzieci. I to z DWÓCH różnych związków :/ 10-cio i 4-ro letniego chłopca, których już poznałam „jako koleżanka”. I, jak wiadomo, fanką dzieci nie jestem, ale mały Ezra mnie rozbroił – słodziak niesamowity. Oczywiście wstydził się powiedzieć mi chociażby cześć, ale widziałam, że się uśmiecha pod nosem… :) A ze starszym Leo nawet pogadałam trochę o deskorolce, no dość miłe spotkanie. Nie wspomnę już o tym jak mi się miło zrobiło jak zobaczyłam Jordyego z małym Ezrą na kolanach… pomyślałam, kurwa, chcę go tak zobaczyć z NASZYM dzieckiem! Bo Jordy ma mega fajne podejście do dzieci, jako że pracuje jako kucharz w… przedszkolu :) Kolejnym problemem jest to, że on raczej nie chce mieć już więcej dzieci, no mogę go zrozumieć, jako że każdy związek jego się rozpadł. Ale ja, jak to ja, wierzę w potęgę miłości i w to, że dalibyśmy radę przetrwać wszystko. Nie pomaga tylko kolejny problem: chorobliwa zazdrość Jordyego, a w szczególności o Pettera. Boże, jaką mieliśmy kłótnię po tym, jak zobaczył na moich kolanach wielkie siniaki powstałe od…wrestlowania się z Petterem na podłodze haha. Ale dla mnie to przecież nic nie znaczyło, z Petterem nic się więcej już nigdy nie wydarzy, jesteśmy naprawdę tylko przyjaciółmi. Jordy, ze względu na swoje nieciekawie dzieciństwo, ma zaniżone poczucie własnej wartości, a manifestuje się to właśnie zazdrością, nawet o moją przeszłość. W zeszłym tygodniu miałam okazję zobaczyć jego tantrum, kiedy dowiedział się, że spałam z Oivindem z baru, w którym byliśmy. Tak się wkurwił, że mu go przedstawiłam (i to na naszej drugiej randce), że pierdolnął puszką z piwem o ziemię kiedy to szliśmy na imprezę…ehhh, to wyjście na imprezę, masakra, kłóciliśmy się chyba z 4 razy…ja odchodziłam, on odchodził, potem za mną szedł…płakałam, pytając czemu ja nie mogę mieć normalnego chłopaka, co ja zrobiłam, że sobie na to zasłużyłam ehh.. No ale pogadaliśmy w końcu na drugi dzień, przeprosił mnie, choć nie obyło się bez obwiniania też mnie, co w sumie było trochę racją, ale na szczęście sam przyznał, że to on ma mega problem z tymi swoimi insecurities… ja zaś doskonale wiem jak to jest bo przecież mam podobnie, no, może ciut lepiej, bo nie przeglądam mu wiadomości czy galerii, choć oczywiście bym chciała. Więc wybaczam mu to i tłumaczę, tłumaczę, tłumaczę… Wręcz mu już dwa razy powiedziałam, że I think I love you ffs. Ojjj ten mój Jordy. W innych kwestiach zaś jest taaaaaki różny od Hallsteina – przede wszystkim jakby mógł, to byśmy się widywali codziennie, tak chce mnie widzieć! :) Ale mamy system tydzień na tydzień – tydzień ma dzieci, a tydzień spędzamy razem, on u mnie albo ja u niego. I dwa tygodnie temu kochaliśmy się codziennie :) Teraz zaś nic, ponieważ… byłam u ginekologa i założył mi spiralę :) I trzeba było czekać 10 dni, które mijają dzisiaj, a od poniedziałku zaczyna się nasz tydzień, ojjj, będzie się działo… :D Już się nie mogę doczekać. Co jeszcze – tuli się, całuje mnie, puszcza mi „beepy”, dając mi znać, że o mnie myśli (tak jak ja puszczam sygnały rodzicom czy babci idąc spać), no jest kochany jak chce :) I się śmiejemy, no i fajnie się bawiliśmy dwa tygodnie temu na housowej imprezie, taaaaak fajnie się tańczyło. A przed wczoraj tańczyliśmy pod prysznicem :) Znów mam nadzieję na miłość. Miejmy nadzieję, że it’s HIM. A te wszystkie trudności, które spotykam na drodze to tylko wyzwania, które dam radę ogarnąć!

I to było dwa tygodnie temu.. :P Otóż co nowego od tego czasu. Po pierwsze to była kolejna kłótnia przy okazji naszego wyjścia na imprezę, która sprawiła, że naprawdę miałam ochotę jak najszybciej zakończyć ten związek. A mianowicie zawarliśmy pakt przed wyjścem, że nie pokłócimy się. I wszystko było dość dobrze, potańczyliśmy, pośmialiśmy się. Ale na koniec, nieświadoma, zaproponowałam, żebyśmy poszli na burgera. Miał zapłacić 80, zapłacił 160, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Ale sekundę po transakcji to zauważył, no i się zaczęło…wkurzył się mega na sprzedawcę i zażądał zwrotu kasy, na co ten powiedział, że nie można, no to Jordy jeszcze bardziej się rozjuszył. Wyszliśmy na zewnątrz i zaczął do mnie prawie że krzyczeć, że idziemy stąd, na co ja mówię: no ale ja wciąż chcę coś zjeść, możemy iść gdzie indziej? Nie chciał słuchać, ciągle z attitude, więc ja mówię do niego Please calm down. I głównie to mówiłam, spokojna z zamkniętymi oczami, kiedy on się wkurzał, odchodził, potem wracał, ale uspokoić się nie chciał, mimo że mówiłam, że nasz pakt ma w dupie… Czekałam pod sklepem, naprawdę długo, płacząc, aż w końcu się wkurzyłam i poszłam inną drogą do domu. On wydzwaniał, ale wciąż nie dążył do zgody, tylko zafiksował się na tym, że problemem dla mnie było to, że nie chciał zapłacić więcej, mimo że mu mówiłam, że to w ogóle nie o to chodziło, tylko o to, że sobie obiecaliśmy fun night bez kłótni i ja dążę do zgody, a on do konfliktu. W pewnym momencie powiedziałam mu, że zachowuje się jak dick, na co usłyszałam, że ja jak cunt. Hm. Na ostatniej imprezie usłyszałam, że I was whoring around, na tej, że jestem cunt – I sure know how to pick them, huh. Przyszłam do domu i zadzwoniłam do Emy. Za chwilę zaś napisał mi, żebym mu chociaż jego rzeczy wystawiła przed dom, co też zrobiłam. Miałam dość, naprawdę. Powinnam naprawdę go zostawić, on naprawdę ma problemy, a to przecież nie jest moim obowiązkiem go uratować, choć z jakiegoś powodu tak myślę – mam go ochotę uzdrowić, be there for him, bo wiem jakim jest wspaniałym człowiekiem jak nie ma tych swoich issues. Więc było trochę silent time, musiał zrozumieć, że zrobił źle i że może mnie stracić! Poza tym na początku naprawdę byłam zła…potem dopiero trochę uległam jak mi pisał, że tęskni za mną, że zdaje sobie sprawę z tego, że ma problem… Nie wiem więc jak to będzie. Wciąż też nie powiedział mi, że mnie kocha, choć widzę totalnie, że mu na mnie zależy.

I z tego wszystkiego…napisałam do Hallsteina. Nie widzieliśmy się od wakacji. Oczywiście nie chciałam pisać, ale jak zobaczyłam, że polubił mój wpis, uznałam to za śmieszny zbieg okoliczności i spytałam kiedy go zobaczę w Evo… Tak w ogóle to ja go w sumie widziałam dwa razy od wakacji. Raz przechodził obok akurat wtedy kiedy poznawałam dzieci Jordyego! Ale wątpię żeby nas widział… Drugi zaś mniemam, że tak, widział nas – weszliśmy do kafejki, która jest obok pracy Hallyego i siedział w rogu z wzrokiem wbitym w komputer (typowy Hally)…więc w sumie może i nas nie widział, nie wiem, ale na wszelki wypadek byłam ekstra całuśna i przytuliłam Jordyego z całych sił… Ciekawe czy nas widział i co pomyślał… Miałam nadzieję, że ukłucie w sercu. No ale wracając, napisałam do niego bo byłam zła, smutna, rozczarowana – chciałam poczuć się po prostu dobrze. I tak od słowa do słowa zaczęliśmy pisać do siebie tak jak przed wakacjami… i było kurwa miło..znów usłyszeć, że tęskni za seksem ze mną, że ma ochotę stanąć za mną i…mmmm. Co więcej, powiedział, że przyjdzie niedługo potrenować do Evo. No i kilka dni potem się zobaczyliśmy, w sumie tylko na chwilę, bo ja miałam zajęcia, a on musiał iść, ale były uśmieszki, spojrzenia..zaś na drugi dzień umówiliśmy się już konkretnie, że przyjdzie (na trening do Evo) i pogadamy…no i przyszedł..przytuliliśmy się na przywitanie i zaczęliśmy gadać, widziałam, że się mega denerwował heh, zresztą spytałam i mówi, że tak… no miło. Pogadaliśmy chyba z pół godziny, szczerze o Jordym, o jego wycieczce do Tajlandii na 2,5 tygodnia, o tym, że raczej na pewno do niego kiedyś wpadnę.. jak Jordy mnie wkurwi albo jak się rozstaniemy… fajnie by było znów mieć związane ręce i być braną mocno od tyłu.. Tym razem nawet bez prezerwatywy i do końca bo na szczęście jesteśmy zdrowi z Jordym, klinika się nie odezwała :) Na koniec zaś znów się przytuliliśmy i ja, jak to ja, mówię jeden całus nie zaszkodzi… i się pocałowaliśmy..wolno, ale bez języczka. On jest dobrym człowiekiem, naprawdę. Bo gdyby się na mnie rzucił to ja bym się nie opierała najprawdopodobniej :P Więc to tylko jego nieśmiałość i szacunek dla mojego związku/szczęścia sprawiła, że nie robiliśmy tego na łazienkowej podłodze :P Ehhh, ten mój Jordy. Niby był pokorny po naszej kłótni, niby się bał, że go rzucę, ale też powiedział kilka tekstów po których pomyślałam sobie REALLY? Ty jeszcze śmiesz stawiać warunki albo dziwić się, że ja się zastanawiałam czy chcę spędzić resztę życia płacząc pod sklepem bo mój chłopak ma anger management issues!? Ehh, naprawdę z niego jest niezły gagatek, ale zobaczę, daję mu ostatnią szansę. Choć szczerze mówiąc to muszę z nim odbyć poważną rozmowę na temat tego, czy nasz związek ma w ogóle przyszłość, jeśli ja chcę mieć dziecko, a on już nie. Przyrzekam, każdy jego filmik z Ezrą rozdziera mi serce, że miałabym nigdy nie widzieć mojego męża bawiącego się tak z naszym dzieckiem, o nie. Więc całkiem możliwe, że zerwiemy wkrótce, bo on powie, że nie zmieni zdania na pewno. A jeśli nawet to szykuje mi się życie w stresie, że co z tego jak zgodzi się mieć dziecko ze mną, jak będzie to robił z przymusu, a nie z miłości… ehhhhhh FML. I tak źle, i tak niedobrze.

W dodatku wychodzi na to, że Tomeczek będzie mnie ciągał po sądach, bo się obudziłam i zażądałam więcej pieniędzy za mieszkanie, w które zainwestowałam więcej pieniędzy. Kiedy to już myślałam, że rozstaniemy się w zgodzie. No szkoda. Ale dość już manipulowania Anetką i robienia z niej głupka oraz parodii z naszej 10-letniej miłości. Trochę klasy i szacunku, człowieku bez serca.

A wakacje 2017 spędziłam z Emą na Krecie oraz we Władku.

No to… skrives. Om 6 mnd, aye! ;)

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

Carrot boy to the rescue! :’)

Zmiany, zmiany, zmiany. W koncu jakos to zycie zaczyna wygladac. Przede wszystkim… he got here. He got here as fast as he could. Ale zacznijmy od poczatku… fasten your seat belts.

Na poczatku lutego (hmm, just realized, z T. poznalismy sie 8 lutego, co jest z tym lutym..?) siedzialam sobie w mojej silowni, Evo, na tzw. Introtime, gdzie mam za zadanie czekac pol godziny z kartami wstepu na nowych czlonkow silowni, ktorzy moze po nie przyjda, moze nie – zazwyczaj nie. Jako ze mi sie to zwykle nudzi, czesto zagaduje do przybylych klubowiczow. I tak oto przybyl ON… W sumie sama nie pamietam czy to ja zagadalam, czy on, ale po prosru zaczelismy rozmawiac, mialam nawet wrazenie, ze ze mna troche flirtowal. Pomyslalam „jego zona to ma szczescie…”. Zadna sprzedazy swoich uslug, zaproponowalam gratisowa sesje trenerska, ze tak to nazwe. Powiedzial, ze z mila checia, a nastepnie ujawnil, ze ma juz w sumie trenera. Pomyslalam wiec „fuck, co za strata czasu, na pewno nie kupi zajec, no ale ok, jest ciachem, wiec przynajmniej sobie na niego popatrze”. A zatem spotkalismy sie 3 dni pozniej. Pod pretekstem dowiedzenia sie o to, czy ma stresujacy tryb zycia, spytalam „any kids, wife nagging at home?”. NOPE, he said, with the sexiest smile I’ve ever seen. Interesting…… Po zajeciach poszlismy do biura i… (no, NOT that ffs) jakos udalo mi sie go przekonac do kupna 5 zajec. Podpisalismy umowe, po czym on mowi, ze wlasciwie to moglby wziac 10, no super – im wiecej cie bede widziec, tym lepiej, my new eye candy… A skoro jestes single to moze nawet cos z tego bedzie? Ta, na pewno – za wysokie progi na twe nogi, Aneto.

I tak oto zaczelismy trenowac wspolnie, na kazde zajecia cieszylam sie jak glupia, torturujac go moimi crossfitowymi evil plans, zbidul. Zauwazylam, ze jest bardzo ambitny, w mega dobrej formie, ale ilekroc mu cos nie wychodzilo, denerwowal sie jak male dziecko – so cute, perfectionist, like me.. Po zajeciach czesto przychodzil do biura, abysmy umowili sie na kolejne zajecia. Dostawal ode mnie jablka albo marchewki, ktore bralam dla siebie do pracy i tak oto gadalismy o zyciu, opowiedzial mi o swojej zonie, z ktora byl od…15 lat, a ktora byla chora na zespol chronicznego zmeczenia, wiec przez wszystkie te lata byl praktycznie jej opiekunem. How fucking altruistic :’) Kiedy jednak zaczela czuc sie lepiej, obydwoje doszli do wniosku, ze milosci tam juz nie ma i sie rozwiedli. Ja zas opowiedzialam mu swoja historie. Pierwszym clue, ze moze ja tez mu sie naprawde podobam bylo to jak odpowiedzial na moje „how much you hate me now for putting you through all of my evil crossfit plans?” – „I think I’m beginning to have Stockholm syndrome…” :’) Pod koniec siodmych zajec zasugerowal, ze kupi kolejne, na co ja powiedzialam z najbardziej charming usmiechem, na ktory moglam sie zdobyc „to bedzie wiecej zajec?” „no bedzie, a czemu?” „a, niewazne, powiem ci pod koniec ostatnich”, na co on po chwili namyslu, z tym swoim seksownym usmiechem, wzrokiem i glosem odpowiedzial „…albo mozemy skonczyc juz teraz i po prostu isc na kawe” :)))) No to bylam w siodmym niebie!

Obiecalam sobie, ze bede grzeczna, w koncu to pierwsza randka, a zyczliwi (mama, babcia, Ema) wmawiali mi, ze jak sie idzie do lozka na pierwszej randce, to facet myseli, ze jestes latwa i cie nie szanuje, hm, no moze. Ale po jakims czasie to wszystko wymknelo sie spod kontroli, pierwszy pocalunek (mmmmmmmmmmmm), nadmiar piwa, sprosne zarty, moja noga na jego…wiec zdecydowalismy, ze idziemy do niego…na lodke :D Na ktorej mieszka :D Co tam sie dzialo, boze… a co dzialo sie od tamtego czasu to juz w ogole przerasta moje oczekiwania jesli chodzi o seks. Bo z nim to ja zdobylam sie nawet na… seks analny, w ktorym praktycznie obydwoje bylismy virgins ;) Jak mi sie udalo jego naprawde grubego penisa tam wsadzic to ja do tej pory nie wiem, on zreszta tez porzucil marzenia o seksie analnym, myslac, ze zadna dziewczyna nie bedzie w stanie go tam zmiescic. Ale wystarczy, zeby stal za mna, zeby sie ocieral tam lekko, zeby mnie zwiazal (boze, ile on mnie razy juz wiazaaaaal, mmmmmmmmm) a po prostu miekne, doslownie. Trafil swoj na swego, naprawde, po prostu czasem to nie moglismy oderwac od siebie rak przez godziny – jak to mowil, najlepszy condition training ever, sooo true. I’m sooo looking forward na realizowanie naszej sex bucket list, bo okazuje sie, ze on tez byl w podobnej sytuacji co ja, choc moj partner nie cierpial na zadna chorobe heh, wiec obydwoje przez ostatnie lata bylismy spragnieni ostrego, namietnego, czestego seksu, realizowania zwariowanych fantazji, no bo przeciez YOLO, right… I tak oto minal prawie miesiac od naszej randki, najwspanialszy, zwariowany miesiac, na ktory czekalam od tak dawna… sypia u mnie dosc czesto, ja czasem u niego na lodce, gdzie przywiazuje mnie do masztu i bierze od tylu, ciagnac za wlosy i dajac mocne klapsy w posladki, mmmmm, my Mr Grey! Trafil swoj na swego, napraaaaaawde. Dostrzegam to tez w wielu innych aspektach, bo moj Hally nie jest tylko super w lozku, jemu naprawde na mnie zalezy, co okazuje czasem w fajne sposoby, typu przybicie mojego pietrowego lozka do sciany, zeby sie nie rozpieprzylo podczas naszego fucking, no czyz to nie jest najlepsza deklaracja uczuc? Haha, bo troche to bylo wyzwaniem, wiec jak ktos moglby to robic, nie myslac o tym, ze bedzie z tego korzystac przez nastepne miesiace? Czy moze robil to dla innych facetow, no chyba nie!?

Tak w ogole to Hally jest zdrobnieniem od Hallstein. Hallstein jest Norwegiem i ma…40 lat :D I siwe wlosy. Ale kurwa jak on sexy w nich wyglada to masakra, totally pulls that look off. A to, ze jest starszy o 7 lat jest dla mnie takim plusem i taka pozytywna roznica – w koncu dorosly, porzadny facet, ktory wie czego chce, a nie kurwa rozwydrzone 25 letnie bachory, ktore nie maja pojecia jak traktowac kobiete… tesknie za nim. Jest wlasnie w Trondheim, jego tata mial operacje, bo podejrzewaja raka pluc. Poszla na szczescie dobrze. Wraca jutro wieczorem. I juz ustalilismy plan dzialania – zrobie nam pyszne weganskie hamburgery (maja tu takie dobre w sklepach, ale generalnie czesto chodzimy tez na zwykle), wypijemy pyszne drinki z Malibu, ktore przygotuje i idziemy w nocy do parku na lawke, zaliczac kolejny punkt z naszej sex bucket list :> Juz sie nie moge doczekac az go pocaluje, az mnie zlapie mocno za cycki i tylek, ale takze jak bede mogla sie wtulic, zasypiajac i jak mnie pocaluje na dzien dobry, a potem pewnie zacznie sie ocierac ;) Czasem mam ochote powiedziec mu, ze go kocham, ale nie nie, to jeszcze nie pora, poza tym nie powiem tego pierwsza, o nie :P Tym bardziej, ze jeszcze nie nazwal mnie teoretycznie swoja dziewczyna. We are just dating. I byloby to zastanawiajace, gdyby nie te male hints, ktore czasem, chyba nieswiadomie, wypowiada. Np. I made a big hole in the wall while fixing your bed, but that’s ok, we’ll fix that when you’ll be moving” (!!!). Albo „don’t look at my girls butt!”. Nie wspominajac juz o tych wszystkich milych rzeczach, ktore do mnie pisze albo kiedy troskliwie sklada moje ubrania albo sprzata Evo, zebym byla zadowolona…a, wlasnie. Another good news :))) Kto po trzech miesiacach nowej kariery zostal Club Managerem? Kto? Jaaaaaaaaaaaaaa :))))))) Can you fuckin’ imagine? Like wtf. Boze, wszystko zaczyna sie ukladac, ze az czlowiek patrzy na to wszystko podejrzliwie – co zlego sie teraz stanie, hm? Hahahaha, kurwa, nawet tego nie skojarzylam – w sumie cos zlego sie STALO i to znow podobnego do tego, ze T. tez poznalam w lutym, traktuje to totalnie jako znak!!! Otoz przeciez po tym jak poznalam T, Yoka rozpieprzyla mi zeba i musialam korony robic! I teraz mam to samo! :D Bez Yoczki mojej kochanej niestety, ale zaczela mi sie ruszac korona i bylam dzis u dentysty, ktory mi ja rozwalil i potrzebuje nowej, wiec znow bede sie uzerac z tymczasowym zebem, no dokladnie jak doslownie 11 lat temu :)))) Dobre, dobre.

No i co jeszcze. Z Petterem wciaz sie przyjaznimy, tuz przed Hallsteinem nasze mishas (mizianie) wymknelo sie spod kontroli i uprawialismy seks…no, prawie, gdyby mu calkowicie stal heh, co nie bylo moja wina gdyz naprawde bylo tak hot, ze masakra. Wlasnie, co jest najsmieszniejsze to to, ze Hallyemu nigdy prawie nie opada, naprawde. Pytalam go kiedys czy on zazywa viagre, czy co :D A on, ze nie, ze po prostu tak go podniecam – ojjjj, to jest wlasnie facet, na ktorego czekalam :)))) Oczywiscie czasem sie zdarzy, bo Hally, jak to ja, ma czasem glupiutkie mysli, ktore manifestuja sie tym, ze, dokladnie tak jak ja – nie moze czasem dojsc :D Haha, like wtf, nigdy nie spotkalam sie z tym, ze facet nie moze dojsc, ale fakt, ze ma taki problem czasem (ostatnio rzadziej :>) sprawia, ze ja tez bardziej sie relaksuje ze swoim. Ostatnio zaczelismy cwiczyc, masturbujac sie przy sobie i udalo sie, oj, udalo – obydwoje doszlismy, prawie jednoczesnie. Nigdy nie robilam tego przy nikim, ale do niego mam po prostu zaufanie, nie wstydze sie. Pozostaje mi tylko masturbowac sie PODCZAS seksu, bo Hally nie lubi multitasking haha, ale ja w ogole nie narzekam, boze, jak nam jest dobrze razem, jak on to powiedzial (kolejny hint) „I don’t think I can ever get bored with this”, well my thought exactly! Nasze dirty minds nie pozwola nam na to, wlasnie, musze w cos sie ubrac jutro i go przywitac w mily sposob…. :> To jego pozadanie w oczach, mmmm. A w niedziele cwiczymy wspolnie – oczywiscie nie placi za to heh, no chyba, ze w naturze ;D

Jedynym minusem Hallyego jest to, ze…jest bladzina, tym bardziej w porownaniu ze mna haha, nie moge sobie wyobrazic lata ;) Czasem boje sie takicn dalekich planow, szczerze mowiac… niby wszystko idzie dobrze, ale wciaz sie boje, ze to sie skonczy, a nie chce przechodzic znow przez to :( No ale chyba musze zrobic that leap of faith i zaufac temu, ze moge byc szczesliwa i ze to wlasnie na niego czekalam, bo naprawde wydaje sie byc idealny – dobry, dbajacy o mnie, wysoki (193!), przystojny as fuck, zajebisty w lozku, no czego chciec wiecej!? :) Ostatnio bylismy w kinie (checking off some things from bucket list, i.e. a little blowjob in the last row… or his fingers inside me… mmmm) na filmie o Wolverinne czy cos takiego i od tego czasu zaczelam wymyslac na niego imiona superbohaterow, wiec zostal Carrot boy (zmuszam go do jedzenia marchewek, zeby nabral kolorow :P), Anal boy (no comments necessary :P) czy chociazby Mumbly boy, bo Hally mumbles a lot hehe, ja zreszta tez, kolejna rzecz in common :) Ja jak na razie zostalam Dupagirl, bo sie nauczyl polskiego slowa :) W ogole jego wymowa polskich slow, ktorych go ucze, jest tak smieszna i cute, nie wspominajac juz o tym jak udaje Russian akcent – smieje sie do rozpuku za kazdym razem :’))) Mysle, ze to naprawde jest material do kochania. Musze sie tylko przyzwyczaic do tego, ze ma zycie poza mna, choc poswieca mi duzo czasu to jednak spedza czasem wieczor ze znajomymi, co oczywiscie mnie wkurza, jako ze T. mnie rozpuscil pod tym wzgledem, kiedy to bylismy jak papuzki nierozlaczki i nigdzie nie chodzilismy sami. Ale szczerze mowiac nie wyobrazam sobie siebie w gronie jego znajomych, ktorzy pewnie sa w jego wieku – dziiiiwnie. Nie wyobrazam go sobie takze posrod mojej rodziny, ktora przeciez nie zna angielskiego, tez dziiiiwnie. No ale niewazne. A dzisiaj, wracajac z pracy na rowerze, zauwazylam malego chlopca siedzacego na lawce i tak sobie nagle pomyslalam, ze fajnie by bylo miec takiego z nim…wyobrazilam sobie jego opiekujacego sie nim, uczacego go jazdy na rowerze, odrabiajacego z nim lekcje…w sumie fajnie, totalnie widze go w tej roli :) Kto wie, w sumie moze wlasnie jestem w ciazy, bo oczywiscie zdarzylo nam sie kilka razy zrobic to bez (nie do konca oczywiscie). No ale przekonamy sie za jakis tydzien. Tymczasem piersi mi juz urosly, bim baue jak to Petter nazywa (bimbaly) i nie moge sie doczekac rak Hallyego na nich. Co do Pettera to nasza relacja wciaz jest dziwna, byl na poczatku zazdrosny o Hallyego, teraz juz go minizaakceptowal ale oczywiscie wciaz zartuje, ze wbije mu noz w gardlo, no ale to juz jest nasz dziwny humor ;) Szczerze mowiac, bedac u niego ostatnio, troche zdegustowana tym, ze nie jestesmy oficjalnie bf and gf z Hallym, troche przesadzilismy z misha. Naprawde duzo Petter dla mnie znaczy i czasem nie moge sie oprzec pocalowaniu go w plecy albo podnieceniu sie, kiedy jego palce szuraja leciutko po moich nagich plecach (tylko /az/ plecach). Nie mowiac juz o tym, ze jest jednak bardziej umiesniony niz Hally no i opalony. Ale w sumie powinnam naprawde wyznaczyc jakies granice, tak przeciez byc nie moze, wiem, ze zyje wg zasady yolo i poki nie pocaluje go ani nie pojde z nim do lozka, wydaje mi sie, ze to jest ok. Ale gdybym przeciez wyobrazila sobie Hallyego w takiej relacji z inna kobieta, powiedzialabym, ze to przeciez zdrada jak chuj. Ale ok, nastepnym razem musze trzymac zadze na wodzy. Wlasnie, te moje zadze. Niezaleznie od tego, ile Hally mnie pounduje, mi wciaz malo, wiec doszlam ostatnio do wniosku, ze jestem chyba nimfomanka. Well, dobrze, ze Hally tez ma niepohamowany apetyt na seks, jak juz mowilam: trafil swoj na swego :) Ostatnio, wlasnie po wizycie u Pettera, bylam troche wcieta i yolo’wska, wiec postanowilam pojechac do Hallyego o 1.30 w nocy i wejsc mu do lozka, w sumie tylko zeby sie wtulic, bo wiedzialam, ze ma prace rano. Umozliwila mi to otwarta lodka i przebieglo to w sumie tak, jak sobie wyobrazalam, yolo style, byl dosc uszczesliwiony, szczegolnie rano :> Haha, teraz poranek bez morning seksu albo dry humping (z ktorego zrobilismy rodzaj sztuki, bo naprawde meeeeega nas nawet juz samo to podnieca!) jest porankiem straconym. Juz sie nie moge doczekac az zaczne brac tabsy i bedziemy mogli to robic bez prezerwatywy, mmmm. Jesli bedziemy wciaz „dating” do 17 maja, kiedy to lece do Polski na komunie Sebka, to totalnie ide do ginekologa. Yupp.

Ano i jeszcze jedna wazna, choc niefajna, zmiana – skrecilam powaznie kostke 20 stycznia! :( Kolega skoczyl mi na nia na siatkowce, w ostatniej akcji meczu heh, typowe. Najpierw powiedzieli mi, ze zlamana, Petter byl ze mna, pozwolil mi spac u siebie 4 noce i opiekowal sie mna, so sweet. Po 3 dniach zas powiedzieli mi, ze jednak kostka nie zlamana, heh. No i tak sie meczylam przez kilka tygodni w ortozie, ale teraz wlasnie zaczelam biegac juz na biezni, a z miesiac temu skakac na skakance. Wciaz czuje troche bolu, ale z dnia na dzien jest coraz lepiej.

I to by bylo chyba na tyle. Teraz pozostaje mi sprawdzic ceny koron w Polsce i podjac decyzje czy bede czekac ponad miesiac czy zrobie to tu. Chyba to drugie, chuj z pieniedzmi. Poza tym jak sie cos bedzie dzialo to mam dentyste na miejscu – fajny, mily, zdolny Polak :)
Chce tylko znow moc usmiechac sie szeroko do mojego Mumbliego :*

I tooooollllld you. He’s on his way. And he’s getting here as fast as he can… zajelo mu to tylko 10 lat ;) I wciaz wierze w to, ze nic sie nie dzieje bez przyczyny, bo jesli naprawde bedziemy razem to moge tylko podziekowac Tomaszowi, ze go poznalam 11 lat temu, ze wyjezdzal do Norwegii z kolegami, ze zabral mnie ze soba rok pozniej, ze zamieszkalismy tam 3 lata pozniej, ze zerwal ze mna 6 lat potem, ze bylam zmuszona poszukac nowej kariery, ze zostalam PT, ze zostalam zatrudniona w Evo, ze zostalam Club Managerem, ze w koncu mam prace, o ktorej marzylam, do ktorej mkne na rowerze z usmiechem (w zimie z oponami kolcowymi, ale zimy prawie wcale nie bylo w tym roku), i w koncu, ze pewnego dnia, niespodziewanie poznalam Hallsteina…i caly swiat zawirowal mi przed oczami, kiedy miesiac pozniej zwiazal mi rece na plecach, polozyl na kuchennym zlewie i mocno zerznal.
A potem zasnelismy wtuleni i zrobil mi rano nalesniki… <3

Dziekuje zatem, Tomaszu. A, wlasnie. Do Tomasza dzwonilam i ustalilismy, ze na poczatku maja bedziemy miec pokazywanie mieszkania, a zaraz potem je sprzedamy. I w koncu NIC nie bedzie mnie z nim laczylo i nigdy w zyciu go juz nie zobacze.
Chociaz teraz w sumie sobie pomyslalam, pierwszy raz, ze moooooze istnieje szansa na to, abysmy zostali jednak przyjaciolmi. Nie moglby mi byc przeciez bardziej obojetny, tym bardziej, ze mam Hallyego. Who knows. Zobaczymy, nic nie obiecuje.

Ok, pora naprawde konczyc i powoli isc spac. Musze sie jutro przejechac po sklepach, kupic orgazmiczny zel w Kondomeriet, moze to na nas zadziala hihi :D I moze jakis sexy outfit… God natt! 0:)

(Finally) Happy Aneta.

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

Na glosnikach Grubson, w glowie nagle wspomnienia sprzed lat z T. w roli glownej, kiedy wszystko bylo jeszcze takie proste, zas za szybami dunska autostrada pograzona w ciemnosciach nocy. Czyli Christmas car trip do Polski, vol.2

Minelo 5 miesiecy, no words. A zycie czy takie inne? Well, let’s see what’s new…

Zdalam wszystkie egzaminy, bez problemow. Jestem PT, fuck yeah! Biznes powoli sie rozkreca. Na szczescie mam wystarczajaco srodkow na koncie, aby moc bezstresowo sobie na to pozwolic. Poza tym dorabiam sobie co jakis czas na egzaminach, no i od jakiegos czasu co soboty pracuje w mojej ex Olivii – troche dodatkowej kasy oraz socjalizowania sie. Po zwolnieniu sie w czerwcu z branzy restauracyjnej altogether przez jakis czas mialam w glowie przekonanie, ze jak jeszcze kiedys tam moja noga postanie, bedzie to oznaczalo porazke, defeat. Ale moje myslenie zmienilo sie w wielu kwestiach, z czego jestem bardzo dumna. Doszlam do wniosku, ze przeciez zawsze lubilam prace kelnerki, jedyne co mi przeszkadzalo to nerwy, ale przeciez raz na tydzien jak popracuje to nic sie nie stanie – to nie bylo tak, ze nerwy byly za kazdym razem, just one of those days, I guess. Poznalam nowych ludzi, mam ubaw ze starymi, a i troche grosza wpadnie – czemu by nie? Z kazda sesja PT wzrasta moja pewnosc siebie i przekonanie, ze to jest naprawde praca dla mnie. Gorzej z byciem sprzedawca, ale I’m working on it. I’m working on everything. I jest naprawde dobrze.

Wielkim supportem jest dla mnie… Petter. Moj kochany przyjaciel, choc nasza relacja wciaz jest najdziwniejsza na swiecie. Nie wyobrazam sobie teraz zycia bez niego i, co tu mowic, kocham go :) I wiem, ze on mnie tez, choc nigdy tego nie przyzna, stupid dick :) Fakt, ze codziennie czeka na mnie jego GM (good morning) oraz GN (good night), koniecznie wraz z odpowiednim gifem (!) jest BEZCENNY i moze wlasnie dzieki temu jestem w stanie wciaz egzystowac bez chlopaka. Byla pewnego czasu szansa na milosc, a na imie mu bylo Øivind. Nic z tego jednak nie wyszlo, wiec nie chce o tym pisac, bo wciaz troche boli, tym bardziej jak sobie przypomne jego zniewalajacy usmiech lub to, jak rzucal we mnie orzeszkami zza baru w noc, kiedy sie poznalismy… No ale coz, jak nie on to inny, wierze w to, ze he’s on his way…and he’s getting here as fast as he can. Czasem romantycznie mysle, ze we’ll end up together z Petterem. Zawsze zdawalo mi sie, ze jak ktos ma jakies denerwujace wady to nie da sie tego przeskoczyc, cale zycie denerwowac mnie bedzie, ze ma biale trampeczki, za obcisle spodnie i chodzi jakby polknal kij od miotly; teraz jednak to wszystko nie istnieje, jest tylko fakt, ze jestesmy soulmates i nie wyobrazam sobie dnia bez jego SITREP ;’) Pod koniec lata okazalo sie, ze znow sprobowalismy zwiazku, przez chwile nawet chodzilismy za reke (co prawie przyprawilo go o zawal serca, fuckin’ relationship weirdo hehe). Ale jego podejscie do zwiazku i milosci, a moje roznilo sie tak bardzo, ze to po prostu nie mialo sensu. Poza tym wlasnie wtedy poznalam Øiviego. Z tych wszystkich zawirowan milosnych doszlam do wniosku, ze…. najlepiej mi samej, najlepiej nie miec nadziei na milosc, najlepiej nie czekac na smsy – wtedy przynajmniej nikt cie nie zawiedzie. I to jest ok. W 95% ;)

Kolejnym supportem jest… Ema :) Od jakiegos czasu gadamy codziennie, nie tylko jak przyjezdzam do Wroclawia i jest to tak wspaniale uczucie, w koncu miec prawdziwa przyjaciolke, ktora pocieszy i doradzi. Tak wiec mam dwoch przyjaciol, dla ktorych nie jestem obojetna. Mam prace, w ktorej sie spelniam. Mam mieszkanko, ktore kocham. So hurry, hurry, I’m just missing YOU now! :)

Jesli chodzi o pana Tomasza, to wciaz nie doszlismy do porozumienia w sprawie umowy, ktora miala byc tylko oswiadczeniem, kto ile dal oraz kiedy sprzedamy mieszkanie. Zaczelo sie jednak dodawanie paragrafow, udziwnianie, nagle smial sie obawiac, ze to JA go oszukam, typowy Tomasz, odwrocic kota ogonem i zamiast wspolpracowac po tym, co wywinal, to jeszcze rzuca klody pod nogi. O tyle dobrze, ze Petter sie dowiedzial, ze wystarczy zgoda jednej osoby aby sprzedac mieszkanie, dobre i to, choc oczywiscie mam nadzieje, ze do tego nie dojdzie; mimo wszystko chcialabym zakonczyc te relacje na cywilizowanych warunkach.

To by chyba bylo na tyle z newsow. Juz sie nie moge doczekac, fajnie bedzie spedzic Swieta z rodzinka, oby obylo sie bez ekscesow, a przynajmniej nie jakis wielkich. Zaczelam juz z Sandra swiateczne obzarstwo, ale zamierzam robic damage control i chodzic na basen. Oby tylko moj bark mi na to pozwolil; od jakis 3-4 miesiecy mam z nim problem i nie moge serwowac ani scinac (ano wlasnie, zaczelam na nowo grac mecze i chodzic na treningi z siatkowki, yippie!).

A na koniec w glosnikach kolejna, jakze znana mi piosenka z plyty Grubsona. Wystarczy, ze zamkne oczy i widze nas szczesliwych, smiejacych i wyglupiajacych sie, kiedy jeszcze mowiles mi codziennie, ze mnie kochasz, a mi sie to nigdy nie nudzilo. A teraz spedzasz swieta ze swoja nowe love, obiecujac jej pewnie, ze nigdy jej nie zostawisz. Well, in your face, bitch, jakby to Petter powiedzial ;) Juz za nim tesknie, fuck. A tobie co moge zyczyc na swieta, oh, I don’t know, haven’t we been over this? ROT IN HELL. Sluchajac plyty Grubsona.

Merry Christmas! :D

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

I finally found my river.

Nie ma drog na skroty, nie ma

Moje drzewko bonsai wraca do swojej formy sprzed roku, uwielbiam patrzec na to jak sie od ostatnich miesiecy rozwija, tak bardzo jest to dla mnie symboliczne. Dalismy rade, bonsai, a teraz mamy coraz wiecej zielonych listkow i bedziemy wygladac jeszcze ladniej niz rok temu, I promise!

Wlasnie, uzmyslowilam sobie wczoraj, ze chyba mniej wiecej dzisiaj mija rok odkad moje życie kompletnie wywrocilo sie do gory nogami. I, mimo ze wciaz cie nienawidze, coraz czesciej upewniam sie, ze jednak byla to sluszna decyzja. Oczywiscie biorac pod uwage, ze mielibysmy tkwic w tym zwiazku bez terapii, bez zadnej nad nim pracy. Wiec nie mysl sobie, ze jestes off the hook, kurwa, bo nigdy nie bedziesz. Rot in hell.

Nie ma co podnosic sobie cisnienia, gdyz dzis jest naprawde wspanialy dzien, jeśli tak moge rzec. Ale zacznijmy od początku, bo, o zgrozo, znow mnie tu dość dlugo nie bylo, for that I apologize. Przede wszystkim, może nie „zwolnilam się” z tej toksycznej restauracji, a „przestalam pracowac”. Zaczelo się od tego, ze bylam zmuszona wziac sobie tydzien psychicznej przerwy po tym jak jeden z kucharzy krzyknal do mnie „fuck off”, kiedy to zamowilam jedzenie dla klientow, którzy przyszli 5 minut przed zamknieciem kuchni. Zaznaczam, iz do czasu zamkniecia kuchni moglismy wciaz zamawiac jedzenie. Pomyslalam, nie, ja tu kurwa zwariuje jeśli nie zrobie sobie przerwy od tych debili, bo to jest po prostu parodia. Mialam wrocic po tygodniu, ale doszlam do wniosku, ze albo teraz, albo nigdy, trzeba podjac decycje i zwiac stamtad jak najpredzej. Jakas prace „teoretycznie” musialam mieć do momentu az… zaczne swoj norweski kurs na trenera personalnego. Tak, tak. Nie wiem czy już o tym pisalam, chyba nie, ale doszlam do wniosku, ze kurs w Polsce raczej do wielkiej kariery mnie tu nie doprowadzi, choc nigdy nie powiem, zebym zalowala, bo przeciez nauczylam się mnostwa rzeczy i zainspirowalam jeszcze bardziej. Btw. Egzamin z Crossfitu z 15 maja…zdany :) Oficjalnie jestem zatem Crossfit Level 1 Trainer. Nie powiem, wyniki mnie zaskoczyly, gdyż test był taaaaak trudny, ze bylam dość przekonana, ze nie zalicze. Ponownie jednak, nie zalowalabym, gdyż kurs był po prostu przewspanialy – wspaniali prowadzacy, którzy co chwile zartowali, no po prostu nie moglam być bardziej zadowolona. Ale kontynuujac, kolezanka namowila mnie, abym popracowala troche we wloskiej restauracji za Oslo, gdyż wlasnie dla niej ona opuscila nasza toksyczna restuaracje i mowila, ze jest bardzo zadowolona. Rzeczywiscie, atmosfera byla o niebo lepsza, o wiele bardziej „rodzinna” i nie bylo tak rygorystycznych regul jak poprzednio. Az się balam, ze robia mnie w konia, mowiac, ze ja naprawdę moge napic się wody w zasiegu wzroku gosci. (Tak, tak, kelnerzy to normalni ludzie, którzy pija i jedza, FFS). Popracowalam tam zatem kilka razy az do 20.06, kiedy to zaczal się mój norweski PT kurs. Kurs dzieli się na trzy etapy, z pierwszego etapu bylam bardzo zadowolona, wykladowczyni byla po prostu nieziemska, uwielbiam takie osoby pelne pozytywnej energii, a to w Norwegii w sumie jest niespotykane. Balam się, ze nie dam rady zrozumiec wszystkiego, przeciez to slowa, których nie znam po polsku, a co dopiero po norwesku. Ale tlumaczyla to w tak zajebisty sposob, ze poszlo jak z platka.

Etap drugi był już z wlascicielami silowni, w której mielismy wyklady. Bylo ok, ale bez porownania z czescia pierwsza. Wrecz wydaje mi się, ze cos tam na koniec (jak już dostane papier w reke :P) ponarzekam, bo nie powiem, zeby kurs przeprowadzony był tak jak bym tego oczekiwala za pieniadze, które place. Zreszta (na szczescie badz nie), okazalo się, ze w pierwszym dniu usiadlam kolo… Polki :D Co więcej, Polki, która podobnie mysli jak ja, podobne rzeczy ja wkurwiaja itd. hehehe, no lepiej być nie moglo :) W czesci drugiej mielismy już więcej czesci praktycznych, czyli przede wszystkim cwiczenia. Trudno bylo przelozyc rysunki przyczepow miesni na to jak pracuja w poszczegolnych ruchach, no ale jakos się udalo. Oczywiscie troche zalamania bylo po drodze, ze co ja tu robie, co ja sobie myslalam, nadaje się tylko na kelnerke do konca zycia, ze T. mial racje, ale dzisiaj… zdalam pierwszy egzamin praktyczny i (najprawdopodobniej) teoretyczny, yeay!!! :))) Praktyczny polegal na tym, ze egzaminator chodzil z egzaminowanym (mna) i tym, który będzie egzaminowany po mnie, a który udawal klienta, musialam zatem pokazac cwiczenia wskazane przez egzaminatora. Balam się dzien przed, bo przeciez dla mnie bylo to wyzwanie podwojne – pod wzgledem wiedzy ORAZ języka. Zastanawialam się czy by przypadkiem nie mówić po angielsku, ale w sumie większość specjalistycznych slow znam przeciez po norwesku, gdyż wlasnie ich nas uczyli na kursie. Więc nie wiem czy byloby to o wiele prostsze. Muszę przyznac, ze poszczescilo mi się przy doborze egzaminatora oraz mojego „klienta” – pan, którego widzialam pierwszy raz na oczy, nie jeden z tych, którzy nas uczyli, więc w sumie dość dobrze, bo oczywiscie już wmowilam sobie, ze mnie nie lubia, a na pewno lubia bardziej kolezanke, z która mialam egzamin. No dobra, może nie nie lubia, ale nie jestem ich ulubienica, a to nie jest good enough. Fuck, nawet pan egzaminator zauwazyl, ze jestem perfekcjonistka, FFS.. Trzeba się z tym ogarnac, chociaz nie wiem czy da się tak naprawdę, ot taka jestem i tyle. Kto wie, może ktos mnie wlasnie za to pokocha? Co do zas mojej „klientki” – Australijka, więc zero problemu ze stresowaniem się, czy mój norweski jest idealny (no bo przeciez musi być, right? Eszto, durny perfekcjonizm!) No i przede wszystkim obiecalam sobie, ze NIE bede się stresowac. I poszlo, kurwa, jak z platka, fuck yeah! :D

Zatem teraz przede mna wyklady z etapu trzeciego, który rozpocznie się w poniedzialek, więc w koncu troche czasu bede miala dla siebie, bo ostatnimi czasy to tylko czytanie, czytanie, uczenie i nic więcej, bo przeciez kurs konczyl się o 17, w domu o 17.30, obiad, w lozku już o 22, bo przeciez trzeba wstac o 6, a 8h snu musi być. Slonko ma w koncu wyjsc i przygrzac, bo jak na razie wciąż pochmurno i deszcz, zero lata a to przeciez, dzizas, już koniec lutego, echhhhhh durna Norwegia! No i pozostaje mi „tylko” koncowy egzamin, 15.08, o ironio, albo zrobie Tacie fajny prezent urodzinowy, albo wrecz przeciwnie. Tutaj już będzie prawdziwy klient, rozmowa, ulozenie programu i wykonanie treningu. Men dette klarer jeg! :D Kurwa, JA sobie nie poradze? Boze, czasem lapie się na tym, ze nie moge mieć tyle wiary w siebie, bo los będzie zmuszony sprowadzic mnie na ziemie. Ale z drugiej strony, kurwa, cale życie w siebie nie wierzylam, a teraz nagle mysle sobie „fuck, ja to naprawdę moge robic i moge to robic dobrze!”, co więcej, moge czerpac z tego przyjemnosc. Będzie dobrze zatem i tego się trzymam, dzisiaj upewnilo mnie w przekonaniu, ze ja naprawdę moge siegnac gwiazd jeśli tylko bede naprawdę tego chciala! Jeśli zdam ten teoretyczny i to znam na tyle dobrze, na ile mi się wydaje, to kurwa obrosne w piorka jak nic. I tylko się cieszyc, bo przez cale życie bylam lysa kura :P

Co dodaje mi ostatnimi czasy otuchy to fakt iz… mam przyjaciela. Ale okolicznosci, w których się poznalismy i jakim cudem doszlismy do tego co mamy dzisiaj są niebywale smieszne i dziwne. Zaczelo się wlasciwie od tego, ze poznalismy się na portalu randkowym i ja, jak to ja, zeby nie tracic czasu, zaproponowalam randke/a.k.a wyjscie na piwo. Gadalo nam się dobrze, niby przyjstojny, no i niby zaczelismy się calowac pod koniec, ale w sumie cos bylo nie tak z nim, jakis taki… za malo ruchliwy. I nie powiem, zeby dobrze calowal, chociaz w sumie wtedy bylam pijana i chyba akurat na to nie zwrocilam uwagi. Spotkalismy się drugi raz u niego w domu, do stosunku nie doszlo :P Ale tak, jego palce byly we mnie i w sumie bylo to dość przyjemne, o czym swiadczyla plama na jego lozku :D Oczywiscie stalo się to pod wplywem alkoholu (tak, wiem, mam z tym problem :P) Ale wciąż cos bylo nie tak, za malo pasji, za malo zwariowania, za malo ruchliwosci (za wyjatkiem palcow :D:D:D). Ale ok, Anetka nie chce skonczyc jak Mr Heckles z Przyjaciol, więc trzeba się ogarnac i przestac skreslac kogoś ze względu na jakieś male wady. Randka nr 3 w parku, „nieeee wiem, watpie czy jestesmy dobrym matchem, on i jego nieskazitelnie biale trampeczki, FFS”… Miareczka się przebrala, kiedy spytalam, wychodzac na impreze „jesli bede pijana i napalona, moge wpasc po imprezie o 3.30?” Chyba nie muszę pisac co odpowiedzial i co go calkowicie skreslilo. A więc na drugi dzien trzeba naskrobac tego niezrecznego maila „it’s not you, it’s me”. Generalnie to w sumie ostatnio rozmyslalam nad tym pod wzgledem obu stron i doszlam do wniosku, ze tak naprawdę nie chodzi o ciebie, nie chodzi o mnie, chodzi po prostu o to, ze razem do siebie nie pasujemy, ot co. I to nie znaczy, ze ty jestes gorszym czlowiekiem niż ja, po prostu jest gdzies tam ktos, komu te twoje wady nie beda przeszkadzaly tak jak mi, ba, będzie uwazal je za slodkie, tak jakby chociaz mój pierdolony perfekcjonizm. Ok, wiadomo, ze muszę nad tym pracowac i zdaje sobie sprawe z tego, skoro osoby, które poznalam 40 min temu wiedza już, ze wlasnie takim typem osoby jestem, Houston, we have a fuckin’ problem. A kolega w sumie sam przyznal, ze tak, tez myslal nad tym, ze nie jestesmy dobrym matchem. Ale jakos o dziwo nie wiem kto, czy on, czy ja, zaczelismy sobie wysylac smieszne internetowe zdjecia, memy itd. i jakos tak od slowa do slowa zaczelismy się czuc ze soba mega komfortowo, okazalo się, ze podobnie patrzymy na swiat, wkurwia nas to samo mniej więcej i mamy podobne poczucie humoru, to wlasnie dzieki niemu znam wszystkie internetowe akronimy typu For Fuck’s Sake, Talk To You Later itd. Nazywa się Petter i w sumie chyba jest ode mnie mlodszy o rok. I tak ta nasza znajomosc trwa już od jakiegos czasu, nawet nie wiem, może od miesiaca, dwu? Uzywamy dla siebie pieszczotliwych zwrotow, np. you fat cow/stupid whore a także dumb asshole/fucking motherfucker. Yup, jak już mowilam, to jest bardzo dziwna relacja. Jeszcze dziwniejsza jako ze, zwazywszy na to, ze jestem stupid whore, Petter zostal moim FuBu czyli Fuck Buddy. W sumie to dopiero raz spelnil swoja role, ale bylismy obydwoje tak pijani, ze super performansu nie bylo, no ale te jego palce są naprawdę dość ciekawe i zawsze jakis seks jest lepszy niż zaden. No i w sumie nie powiem, zeby zle calowal, kiedy wracalismy z jego lodzi, na której wypilismy duuuzo piw, na tym stole pingpongowym w srodku nocy, hmmm. A potem nocna zwariowana wycieczka powrotna do domu przez cale miasto na rowerze miejskim, tak, jednym rowerze – Petter po kilku piwach ze mna z przodu na kierownicy :D To w sumie bede wspominac dlugo dlugo, bo to bylo mega crazy i zajebiste :’))) Gdybym tylko nie rzygala potem w nocy hamburgerem, który przygotowal po tym jak wrocilismy do domu, wspominalabym ta noc w stu procentach jako przyjemna ;) Tiaaa… ale to jest w sumie w tej naszej relacji fajne, ze moge być w 100% soba. Ale durna ja jak to ja, zaczelam ostatnio myslec „hmm, a może to jest taka romantyczna opowiesc i we’ll fall in love and end up together?” Hm. Nie wiem sama, raczej nie. Ale mimo wszystko mieć go jako przyjaciela, mieć do kogo się odezwac rano i nie moc się doczekac az mu powiesz, ze zdalas i uslyszec „wiedzialem, wierzylem w ciebie” jest naprawdę best feeling ever. Nie powiem, zeby zawsze był aniolkiem, ale widze, ze naprawdę mu na mnie zalezy i nawet jak się zachowa jak pajac, typu wkurwi mnie dzien przed egzaminem, to jednak probuje to naprawic i wszystko znow jest ok. Smieszne to jakie życie czasem pisze scenariusze ;)

Co więcej, może tez bede mieć kolejnego przyjaciela z takim samym poczatkiem, tj. po nieudanych trzech randkach. Z tym tez nie do konca bylam dobrym matchem w lozku (i to o wiele bardziej niż z Petterem, bo ten okazal się jako FuBu calkiem spoko, mam nadzieje, ze bedziemy kontynuowac ta relacje od czasu do czasu). Owszem, moglabym się w nim smialo zakochac, fajnie lezalo nam się na kanapie, fajnie bylo się obudzic przy jego boku i dostac owoce do lozka, ale mimo wszystko pasji w lozku brakowalo. Troche przypominal mi T. Taki rozsadny, zero szalenstwa. Ale w sumie mega przystojny, tylko ze…mniejszy niż ja, chudzinka taki :) Ale zainspirowalam go i będzie cwiczyc :D No bo kurde, jak facet może mieć mniejsze miesnie niż dziewczyna, nope. Więc tym razem obiecalam sobie, ze dobry seks będzie priorytetem. Już nigdy nie bede musiala prosic się o seks, nigdy. Tez zatem musialam napisac „we’re just not a good match” ale ze mozemy zostac przyjaciolmi. I w sumie bylismy raz na… rolkach :) Bo on jest mega dobry na rolkach, na rampie itd. I nie powiem, jak tak widzialam go w tych skejtowskich ciuchach, troche mi się cisnienie podnioslo… I od razu fantazje…ojjj…w sumie to nawet o tym nie pomyslalam tak naprawdę, zrobic to na takiej rampie w srodku nocy, ciekawe czy bylby na tyle szalony. I o to chodzi, ze muszę znalezc teraz takiego, który na tyle szalony jest. Just like me. Ale nie spieszy mi się, naprawdę. Najpierw kariera. Jutro napisze Cv do silowni, gdyż teoretycznie mozemy już aplikowac. No a poza tym z highlightow pozostaje oboz w Polsce 21.08, gdzie tez będzie 7 wykladow i zdobedziemy 7 certyfikatow. Może znajde tam swojego muscle-upa, bo jednak przydaloby się mieć rodaka za chlopaka, jednak to ta sama kultura, ten sam język – kto mnie tak zrozumie jak Polak, szczegolnie jeśli chodzi o dorastanie bez kasy i logo Louis Vuitton na czole, FTLOG. (For The Love Of God :P) No i krotki pobyt nad morzem z rodzinka i odwiedzenie Lukasza na windsurfingu, nooo i oczywiscie powindsurfingowanie wspolne :)

Aaaaanyyyywhhhoooo….teraz tylko mam jedno zmartwienie na glowie, a mianowicie czy ja czasem w ciazy nie jestem. Nie wiem czy to przez nerwy dzisiaj, ale troche mnie mdlilo, jestem dość sentymentalna, wracajac do domu metrem doslownie poplakalam się ze szczescia, usmiechajac się do siebie jak debil. Tak się cieszylam, taka bylam pewna, ze moge wszystko, przetrwalam ten straszny okres rok temu, przetrwalam egzamin, który mial być naprawdę trudny – moge wszystko :) Sky’s the limit, fuck yeah! Bede PT i kurwa bede w tym dobra, bede się szkolic caly czas, bede pomagac innym wrocic do formy i bede dostawac za to jeszcze pieniadze, FFS could this GET any better? :)))))) Yes it could! Petter mowil mi, ze był na FB T. z ciekawosci i powiedzial, ze jego dziewczyna jest gruba i jest 4. A ja 8. I ja mu, kurwa, wierze :) God natt!

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

Oooh, how I want ya…

Właśnie poszedł ode mnie Mr F. I, chociaż nasza relacja trwa z przerwami już od ośmiu miesięcy, zrobiliśmy to dopiero drugi raz. I bynajmniej nie wiem co myśleć, więc po prostu nie myślę. Było fajnie; ubrałam się seksownie – koronkowa koszulka, pończochy, szpilki i na to wszystko płaszcz – spełniłam jego fantazje, spełniłam poniekąd jedną ze swoich. W końcu ktoś nie mówił mi „nie masz po co się przebierać, bo wolę cię nago”; w końcu ktoś powiedział „fi fæn, du ser kjempefint ut!”, czyli wyglądasz kurwa zajebiście – i tego mi właśnie trzeba było. Od miesiąca seksu nie było, więc trochę emocji na pewno nie zaszkodzi. A że w pewnym stopniu czyimś kosztem? Whatever. Mamy jedno życie, więc w pewnym sensie czuję się jak jego dobry duszek, który robi to, czego żonka nie jest w stanie zrobić. Dopóki nikt na tym nie ucierpi, jest ok. A nawet jeśli ucierpi – widocznie nie jest jej pisany, inaczej by tego nie robił. Monogamia jest taką dyskusyjną sprawą. Powinnam czuć się źle, ale o dziwo czuję się zajebiście. Teoretycznie mam fuck buddy i jest naprawdę ok. Może to Soplica Śliwkowa przeze mnie przemawia, ale whatevs, właśnie przeżyłam mindblowing orgasm z moim Fifim, bo oczywiście Mr F. nie wytrwał za długo, patrząc na moje kuse, powitalne odzianie. Polish undercover agent. Why not?
So damn good to feel sexy again. Mam nadzieję, że przyjdzie też jutro, oh fuck it.

Chociaż jutro zaczynam kurs Crossfitu tu, w Oslo. Już się, kurwa, doczekać nie mogę. Miejmy nadzieję, że będzie na nim choć trochę facetów, dla których pull-ups nie są żadnym wysiłkiem, ojjj jak ja za takimi ostatnio przepadam. Core strength. Mmmm. O muscle-ups’ach już nie wspomnę. Ojjj, trudno będzie dziś zasnąć z tyloma wrażeniami.

Dodatkowo jeszcze strajkuję w pracy, dość już mam naprawdę tej restauracji. Zaczyna się robić cieplej, a co za tym idzie coraz więcej pracy – stresującej pracy, za którą nikt ci nie dziękuje. Czekam tylko na papiery personalnego trenera w skrzynce i idę na przechadzkę po siłowniach. Nie mogę spędzić w tej restauracji dnia więcej.

OMG sooo horny I aaaaammmm right now. Not good, not good, not good.

5 Reasons & Patrick Baker Night Drive In Moscow (Satin Jackets Remix)
(just imagine me stripping to it, with my ass next to Mr F, o.m.g.!)

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe