Carrot boy to the rescue! :’)

Zmiany, zmiany, zmiany. W koncu jakos to zycie zaczyna wygladac. Przede wszystkim… he got here. He got here as fast as he could. Ale zacznijmy od poczatku… fasten your seat belts.

Na poczatku lutego (hmm, just realized, z T. poznalismy sie 8 lutego, co jest z tym lutym..?) siedzialam sobie w mojej silowni, Evo, na tzw. Introtime, gdzie mam za zadanie czekac pol godziny z kartami wstepu na nowych czlonkow silowni, ktorzy moze po nie przyjda, moze nie – zazwyczaj nie. Jako ze mi sie to zwykle nudzi, czesto zagaduje do przybylych klubowiczow. I tak oto przybyl ON… W sumie sama nie pamietam czy to ja zagadalam, czy on, ale po prosru zaczelismy rozmawiac, mialam nawet wrazenie, ze ze mna troche flirtowal. Pomyslalam „jego zona to ma szczescie…”. Zadna sprzedazy swoich uslug, zaproponowalam gratisowa sesje trenerska, ze tak to nazwe. Powiedzial, ze z mila checia, a nastepnie ujawnil, ze ma juz w sumie trenera. Pomyslalam wiec „fuck, co za strata czasu, na pewno nie kupi zajec, no ale ok, jest ciachem, wiec przynajmniej sobie na niego popatrze”. A zatem spotkalismy sie 3 dni pozniej. Pod pretekstem dowiedzenia sie o to, czy ma stresujacy tryb zycia, spytalam „any kids, wife nagging at home?”. NOPE, he said, with the sexiest smile I’ve ever seen. Interesting…… Po zajeciach poszlismy do biura i… (no, NOT that ffs) jakos udalo mi sie go przekonac do kupna 5 zajec. Podpisalismy umowe, po czym on mowi, ze wlasciwie to moglby wziac 10, no super – im wiecej cie bede widziec, tym lepiej, my new eye candy… A skoro jestes single to moze nawet cos z tego bedzie? Ta, na pewno – za wysokie progi na twe nogi, Aneto.

I tak oto zaczelismy trenowac wspolnie, na kazde zajecia cieszylam sie jak glupia, torturujac go moimi crossfitowymi evil plans, zbidul. Zauwazylam, ze jest bardzo ambitny, w mega dobrej formie, ale ilekroc mu cos nie wychodzilo, denerwowal sie jak male dziecko – so cute, perfectionist, like me.. Po zajeciach czesto przychodzil do biura, abysmy umowili sie na kolejne zajecia. Dostawal ode mnie jablka albo marchewki, ktore bralam dla siebie do pracy i tak oto gadalismy o zyciu, opowiedzial mi o swojej zonie, z ktora byl od…15 lat, a ktora byla chora na zespol chronicznego zmeczenia, wiec przez wszystkie te lata byl praktycznie jej opiekunem. How fucking altruistic :’) Kiedy jednak zaczela czuc sie lepiej, obydwoje doszli do wniosku, ze milosci tam juz nie ma i sie rozwiedli. Ja zas opowiedzialam mu swoja historie. Pierwszym clue, ze moze ja tez mu sie naprawde podobam bylo to jak odpowiedzial na moje „how much you hate me now for putting you through all of my evil crossfit plans?” – „I think I’m beginning to have Stockholm syndrome…” :’) Pod koniec siodmych zajec zasugerowal, ze kupi kolejne, na co ja powiedzialam z najbardziej charming usmiechem, na ktory moglam sie zdobyc „to bedzie wiecej zajec?” „no bedzie, a czemu?” „a, niewazne, powiem ci pod koniec ostatnich”, na co on po chwili namyslu, z tym swoim seksownym usmiechem, wzrokiem i glosem odpowiedzial „…albo mozemy skonczyc juz teraz i po prostu isc na kawe” :)))) No to bylam w siodmym niebie!

Obiecalam sobie, ze bede grzeczna, w koncu to pierwsza randka, a zyczliwi (mama, babcia, Ema) wmawiali mi, ze jak sie idzie do lozka na pierwszej randce, to facet myseli, ze jestes latwa i cie nie szanuje, hm, no moze. Ale po jakims czasie to wszystko wymknelo sie spod kontroli, pierwszy pocalunek (mmmmmmmmmmmm), nadmiar piwa, sprosne zarty, moja noga na jego…wiec zdecydowalismy, ze idziemy do niego…na lodke :D Na ktorej mieszka :D Co tam sie dzialo, boze… a co dzialo sie od tamtego czasu to juz w ogole przerasta moje oczekiwania jesli chodzi o seks. Bo z nim to ja zdobylam sie nawet na… seks analny, w ktorym praktycznie obydwoje bylismy virgins ;) Jak mi sie udalo jego naprawde grubego penisa tam wsadzic to ja do tej pory nie wiem, on zreszta tez porzucil marzenia o seksie analnym, myslac, ze zadna dziewczyna nie bedzie w stanie go tam zmiescic. Ale wystarczy, zeby stal za mna, zeby sie ocieral tam lekko, zeby mnie zwiazal (boze, ile on mnie razy juz wiazaaaaal, mmmmmmmmm) a po prostu miekne, doslownie. Trafil swoj na swego, naprawde, po prostu czasem to nie moglismy oderwac od siebie rak przez godziny – jak to mowil, najlepszy condition training ever, sooo true. I’m sooo looking forward na realizowanie naszej sex bucket list, bo okazuje sie, ze on tez byl w podobnej sytuacji co ja, choc moj partner nie cierpial na zadna chorobe heh, wiec obydwoje przez ostatnie lata bylismy spragnieni ostrego, namietnego, czestego seksu, realizowania zwariowanych fantazji, no bo przeciez YOLO, right… I tak oto minal prawie miesiac od naszej randki, najwspanialszy, zwariowany miesiac, na ktory czekalam od tak dawna… sypia u mnie dosc czesto, ja czasem u niego na lodce, gdzie przywiazuje mnie do masztu i bierze od tylu, ciagnac za wlosy i dajac mocne klapsy w posladki, mmmmm, my Mr Grey! Trafil swoj na swego, napraaaaaawde. Dostrzegam to tez w wielu innych aspektach, bo moj Hally nie jest tylko super w lozku, jemu naprawde na mnie zalezy, co okazuje czasem w fajne sposoby, typu przybicie mojego pietrowego lozka do sciany, zeby sie nie rozpieprzylo podczas naszego fucking, no czyz to nie jest najlepsza deklaracja uczuc? Haha, bo troche to bylo wyzwaniem, wiec jak ktos moglby to robic, nie myslac o tym, ze bedzie z tego korzystac przez nastepne miesiace? Czy moze robil to dla innych facetow, no chyba nie!?

Tak w ogole to Hally jest zdrobnieniem od Hallstein. Hallstein jest Norwegiem i ma…40 lat :D I siwe wlosy. Ale kurwa jak on sexy w nich wyglada to masakra, totally pulls that look off. A to, ze jest starszy o 7 lat jest dla mnie takim plusem i taka pozytywna roznica – w koncu dorosly, porzadny facet, ktory wie czego chce, a nie kurwa rozwydrzone 25 letnie bachory, ktore nie maja pojecia jak traktowac kobiete… tesknie za nim. Jest wlasnie w Trondheim, jego tata mial operacje, bo podejrzewaja raka pluc. Poszla na szczescie dobrze. Wraca jutro wieczorem. I juz ustalilismy plan dzialania – zrobie nam pyszne weganskie hamburgery (maja tu takie dobre w sklepach, ale generalnie czesto chodzimy tez na zwykle), wypijemy pyszne drinki z Malibu, ktore przygotuje i idziemy w nocy do parku na lawke, zaliczac kolejny punkt z naszej sex bucket list :> Juz sie nie moge doczekac az go pocaluje, az mnie zlapie mocno za cycki i tylek, ale takze jak bede mogla sie wtulic, zasypiajac i jak mnie pocaluje na dzien dobry, a potem pewnie zacznie sie ocierac ;) Czasem mam ochote powiedziec mu, ze go kocham, ale nie nie, to jeszcze nie pora, poza tym nie powiem tego pierwsza, o nie :P Tym bardziej, ze jeszcze nie nazwal mnie teoretycznie swoja dziewczyna. We are just dating. I byloby to zastanawiajace, gdyby nie te male hints, ktore czasem, chyba nieswiadomie, wypowiada. Np. I made a big hole in the wall while fixing your bed, but that’s ok, we’ll fix that when you’ll be moving” (!!!). Albo „don’t look at my girls butt!”. Nie wspominajac juz o tych wszystkich milych rzeczach, ktore do mnie pisze albo kiedy troskliwie sklada moje ubrania albo sprzata Evo, zebym byla zadowolona…a, wlasnie. Another good news :))) Kto po trzech miesiacach nowej kariery zostal Club Managerem? Kto? Jaaaaaaaaaaaaaa :))))))) Can you fuckin’ imagine? Like wtf. Boze, wszystko zaczyna sie ukladac, ze az czlowiek patrzy na to wszystko podejrzliwie – co zlego sie teraz stanie, hm? Hahahaha, kurwa, nawet tego nie skojarzylam – w sumie cos zlego sie STALO i to znow podobnego do tego, ze T. tez poznalam w lutym, traktuje to totalnie jako znak!!! Otoz przeciez po tym jak poznalam T, Yoka rozpieprzyla mi zeba i musialam korony robic! I teraz mam to samo! :D Bez Yoczki mojej kochanej niestety, ale zaczela mi sie ruszac korona i bylam dzis u dentysty, ktory mi ja rozwalil i potrzebuje nowej, wiec znow bede sie uzerac z tymczasowym zebem, no dokladnie jak doslownie 11 lat temu :)))) Dobre, dobre.

No i co jeszcze. Z Petterem wciaz sie przyjaznimy, tuz przed Hallsteinem nasze mishas (mizianie) wymknelo sie spod kontroli i uprawialismy seks…no, prawie, gdyby mu calkowicie stal heh, co nie bylo moja wina gdyz naprawde bylo tak hot, ze masakra. Wlasnie, co jest najsmieszniejsze to to, ze Hallyemu nigdy prawie nie opada, naprawde. Pytalam go kiedys czy on zazywa viagre, czy co :D A on, ze nie, ze po prostu tak go podniecam – ojjjj, to jest wlasnie facet, na ktorego czekalam :)))) Oczywiscie czasem sie zdarzy, bo Hally, jak to ja, ma czasem glupiutkie mysli, ktore manifestuja sie tym, ze, dokladnie tak jak ja – nie moze czasem dojsc :D Haha, like wtf, nigdy nie spotkalam sie z tym, ze facet nie moze dojsc, ale fakt, ze ma taki problem czasem (ostatnio rzadziej :>) sprawia, ze ja tez bardziej sie relaksuje ze swoim. Ostatnio zaczelismy cwiczyc, masturbujac sie przy sobie i udalo sie, oj, udalo – obydwoje doszlismy, prawie jednoczesnie. Nigdy nie robilam tego przy nikim, ale do niego mam po prostu zaufanie, nie wstydze sie. Pozostaje mi tylko masturbowac sie PODCZAS seksu, bo Hally nie lubi multitasking haha, ale ja w ogole nie narzekam, boze, jak nam jest dobrze razem, jak on to powiedzial (kolejny hint) „I don’t think I can ever get bored with this”, well my thought exactly! Nasze dirty minds nie pozwola nam na to, wlasnie, musze w cos sie ubrac jutro i go przywitac w mily sposob…. :> To jego pozadanie w oczach, mmmm. A w niedziele cwiczymy wspolnie – oczywiscie nie placi za to heh, no chyba, ze w naturze ;D

Jedynym minusem Hallyego jest to, ze…jest bladzina, tym bardziej w porownaniu ze mna haha, nie moge sobie wyobrazic lata ;) Czasem boje sie takicn dalekich planow, szczerze mowiac… niby wszystko idzie dobrze, ale wciaz sie boje, ze to sie skonczy, a nie chce przechodzic znow przez to :( No ale chyba musze zrobic that leap of faith i zaufac temu, ze moge byc szczesliwa i ze to wlasnie na niego czekalam, bo naprawde wydaje sie byc idealny – dobry, dbajacy o mnie, wysoki (193!), przystojny as fuck, zajebisty w lozku, no czego chciec wiecej!? :) Ostatnio bylismy w kinie (checking off some things from bucket list, i.e. a little blowjob in the last row… or his fingers inside me… mmmm) na filmie o Wolverinne czy cos takiego i od tego czasu zaczelam wymyslac na niego imiona superbohaterow, wiec zostal Carrot boy (zmuszam go do jedzenia marchewek, zeby nabral kolorow :P), Anal boy (no comments necessary :P) czy chociazby Mumbly boy, bo Hally mumbles a lot hehe, ja zreszta tez, kolejna rzecz in common :) Ja jak na razie zostalam Dupagirl, bo sie nauczyl polskiego slowa :) W ogole jego wymowa polskich slow, ktorych go ucze, jest tak smieszna i cute, nie wspominajac juz o tym jak udaje Russian akcent – smieje sie do rozpuku za kazdym razem :’))) Mysle, ze to naprawde jest material do kochania. Musze sie tylko przyzwyczaic do tego, ze ma zycie poza mna, choc poswieca mi duzo czasu to jednak spedza czasem wieczor ze znajomymi, co oczywiscie mnie wkurza, jako ze T. mnie rozpuscil pod tym wzgledem, kiedy to bylismy jak papuzki nierozlaczki i nigdzie nie chodzilismy sami. Ale szczerze mowiac nie wyobrazam sobie siebie w gronie jego znajomych, ktorzy pewnie sa w jego wieku – dziiiiwnie. Nie wyobrazam go sobie takze posrod mojej rodziny, ktora przeciez nie zna angielskiego, tez dziiiiwnie. No ale niewazne. A dzisiaj, wracajac z pracy na rowerze, zauwazylam malego chlopca siedzacego na lawce i tak sobie nagle pomyslalam, ze fajnie by bylo miec takiego z nim…wyobrazilam sobie jego opiekujacego sie nim, uczacego go jazdy na rowerze, odrabiajacego z nim lekcje…w sumie fajnie, totalnie widze go w tej roli :) Kto wie, w sumie moze wlasnie jestem w ciazy, bo oczywiscie zdarzylo nam sie kilka razy zrobic to bez (nie do konca oczywiscie). No ale przekonamy sie za jakis tydzien. Tymczasem piersi mi juz urosly, bim baue jak to Petter nazywa (bimbaly) i nie moge sie doczekac rak Hallyego na nich. Co do Pettera to nasza relacja wciaz jest dziwna, byl na poczatku zazdrosny o Hallyego, teraz juz go minizaakceptowal ale oczywiscie wciaz zartuje, ze wbije mu noz w gardlo, no ale to juz jest nasz dziwny humor ;) Szczerze mowiac, bedac u niego ostatnio, troche zdegustowana tym, ze nie jestesmy oficjalnie bf and gf z Hallym, troche przesadzilismy z misha. Naprawde duzo Petter dla mnie znaczy i czasem nie moge sie oprzec pocalowaniu go w plecy albo podnieceniu sie, kiedy jego palce szuraja leciutko po moich nagich plecach (tylko /az/ plecach). Nie mowiac juz o tym, ze jest jednak bardziej umiesniony niz Hally no i opalony. Ale w sumie powinnam naprawde wyznaczyc jakies granice, tak przeciez byc nie moze, wiem, ze zyje wg zasady yolo i poki nie pocaluje go ani nie pojde z nim do lozka, wydaje mi sie, ze to jest ok. Ale gdybym przeciez wyobrazila sobie Hallyego w takiej relacji z inna kobieta, powiedzialabym, ze to przeciez zdrada jak chuj. Ale ok, nastepnym razem musze trzymac zadze na wodzy. Wlasnie, te moje zadze. Niezaleznie od tego, ile Hally mnie pounduje, mi wciaz malo, wiec doszlam ostatnio do wniosku, ze jestem chyba nimfomanka. Well, dobrze, ze Hally tez ma niepohamowany apetyt na seks, jak juz mowilam: trafil swoj na swego :) Ostatnio, wlasnie po wizycie u Pettera, bylam troche wcieta i yolo’wska, wiec postanowilam pojechac do Hallyego o 1.30 w nocy i wejsc mu do lozka, w sumie tylko zeby sie wtulic, bo wiedzialam, ze ma prace rano. Umozliwila mi to otwarta lodka i przebieglo to w sumie tak, jak sobie wyobrazalam, yolo style, byl dosc uszczesliwiony, szczegolnie rano :> Haha, teraz poranek bez morning seksu albo dry humping (z ktorego zrobilismy rodzaj sztuki, bo naprawde meeeeega nas nawet juz samo to podnieca!) jest porankiem straconym. Juz sie nie moge doczekac az zaczne brac tabsy i bedziemy mogli to robic bez prezerwatywy, mmmm. Jesli bedziemy wciaz „dating” do 17 maja, kiedy to lece do Polski na komunie Sebka, to totalnie ide do ginekologa. Yupp.

Ano i jeszcze jedna wazna, choc niefajna, zmiana – skrecilam powaznie kostke 20 stycznia! :( Kolega skoczyl mi na nia na siatkowce, w ostatniej akcji meczu heh, typowe. Najpierw powiedzieli mi, ze zlamana, Petter byl ze mna, pozwolil mi spac u siebie 4 noce i opiekowal sie mna, so sweet. Po 3 dniach zas powiedzieli mi, ze jednak kostka nie zlamana, heh. No i tak sie meczylam przez kilka tygodni w ortozie, ale teraz wlasnie zaczelam biegac juz na biezni, a z miesiac temu skakac na skakance. Wciaz czuje troche bolu, ale z dnia na dzien jest coraz lepiej.

I to by bylo chyba na tyle. Teraz pozostaje mi sprawdzic ceny koron w Polsce i podjac decyzje czy bede czekac ponad miesiac czy zrobie to tu. Chyba to drugie, chuj z pieniedzmi. Poza tym jak sie cos bedzie dzialo to mam dentyste na miejscu – fajny, mily, zdolny Polak :)
Chce tylko znow moc usmiechac sie szeroko do mojego Mumbliego :*

I tooooollllld you. He’s on his way. And he’s getting here as fast as he can… zajelo mu to tylko 10 lat ;) I wciaz wierze w to, ze nic sie nie dzieje bez przyczyny, bo jesli naprawde bedziemy razem to moge tylko podziekowac Tomaszowi, ze go poznalam 11 lat temu, ze wyjezdzal do Norwegii z kolegami, ze zabral mnie ze soba rok pozniej, ze zamieszkalismy tam 3 lata pozniej, ze zerwal ze mna 6 lat potem, ze bylam zmuszona poszukac nowej kariery, ze zostalam PT, ze zostalam zatrudniona w Evo, ze zostalam Club Managerem, ze w koncu mam prace, o ktorej marzylam, do ktorej mkne na rowerze z usmiechem (w zimie z oponami kolcowymi, ale zimy prawie wcale nie bylo w tym roku), i w koncu, ze pewnego dnia, niespodziewanie poznalam Hallsteina…i caly swiat zawirowal mi przed oczami, kiedy miesiac pozniej zwiazal mi rece na plecach, polozyl na kuchennym zlewie i mocno zerznal.
A potem zasnelismy wtuleni i zrobil mi rano nalesniki… <3

Dziekuje zatem, Tomaszu. A, wlasnie. Do Tomasza dzwonilam i ustalilismy, ze na poczatku maja bedziemy miec pokazywanie mieszkania, a zaraz potem je sprzedamy. I w koncu NIC nie bedzie mnie z nim laczylo i nigdy w zyciu go juz nie zobacze.
Chociaz teraz w sumie sobie pomyslalam, pierwszy raz, ze moooooze istnieje szansa na to, abysmy zostali jednak przyjaciolmi. Nie moglby mi byc przeciez bardziej obojetny, tym bardziej, ze mam Hallyego. Who knows. Zobaczymy, nic nie obiecuje.

Ok, pora naprawde konczyc i powoli isc spac. Musze sie jutro przejechac po sklepach, kupic orgazmiczny zel w Kondomeriet, moze to na nas zadziala hihi :D I moze jakis sexy outfit… God natt! 0:)

(Finally) Happy Aneta.

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

Na glosnikach Grubson, w glowie nagle wspomnienia sprzed lat z T. w roli glownej, kiedy wszystko bylo jeszcze takie proste, zas za szybami dunska autostrada pograzona w ciemnosciach nocy. Czyli Christmas car trip do Polski, vol.2

Minelo 5 miesiecy, no words. A zycie czy takie inne? Well, let’s see what’s new…

Zdalam wszystkie egzaminy, bez problemow. Jestem PT, fuck yeah! Biznes powoli sie rozkreca. Na szczescie mam wystarczajaco srodkow na koncie, aby moc bezstresowo sobie na to pozwolic. Poza tym dorabiam sobie co jakis czas na egzaminach, no i od jakiegos czasu co soboty pracuje w mojej ex Olivii – troche dodatkowej kasy oraz socjalizowania sie. Po zwolnieniu sie w czerwcu z branzy restauracyjnej altogether przez jakis czas mialam w glowie przekonanie, ze jak jeszcze kiedys tam moja noga postanie, bedzie to oznaczalo porazke, defeat. Ale moje myslenie zmienilo sie w wielu kwestiach, z czego jestem bardzo dumna. Doszlam do wniosku, ze przeciez zawsze lubilam prace kelnerki, jedyne co mi przeszkadzalo to nerwy, ale przeciez raz na tydzien jak popracuje to nic sie nie stanie – to nie bylo tak, ze nerwy byly za kazdym razem, just one of those days, I guess. Poznalam nowych ludzi, mam ubaw ze starymi, a i troche grosza wpadnie – czemu by nie? Z kazda sesja PT wzrasta moja pewnosc siebie i przekonanie, ze to jest naprawde praca dla mnie. Gorzej z byciem sprzedawca, ale I’m working on it. I’m working on everything. I jest naprawde dobrze.

Wielkim supportem jest dla mnie… Petter. Moj kochany przyjaciel, choc nasza relacja wciaz jest najdziwniejsza na swiecie. Nie wyobrazam sobie teraz zycia bez niego i, co tu mowic, kocham go :) I wiem, ze on mnie tez, choc nigdy tego nie przyzna, stupid dick :) Fakt, ze codziennie czeka na mnie jego GM (good morning) oraz GN (good night), koniecznie wraz z odpowiednim gifem (!) jest BEZCENNY i moze wlasnie dzieki temu jestem w stanie wciaz egzystowac bez chlopaka. Byla pewnego czasu szansa na milosc, a na imie mu bylo Øivind. Nic z tego jednak nie wyszlo, wiec nie chce o tym pisac, bo wciaz troche boli, tym bardziej jak sobie przypomne jego zniewalajacy usmiech lub to, jak rzucal we mnie orzeszkami zza baru w noc, kiedy sie poznalismy… No ale coz, jak nie on to inny, wierze w to, ze he’s on his way…and he’s getting here as fast as he can. Czasem romantycznie mysle, ze we’ll end up together z Petterem. Zawsze zdawalo mi sie, ze jak ktos ma jakies denerwujace wady to nie da sie tego przeskoczyc, cale zycie denerwowac mnie bedzie, ze ma biale trampeczki, za obcisle spodnie i chodzi jakby polknal kij od miotly; teraz jednak to wszystko nie istnieje, jest tylko fakt, ze jestesmy soulmates i nie wyobrazam sobie dnia bez jego SITREP ;’) Pod koniec lata okazalo sie, ze znow sprobowalismy zwiazku, przez chwile nawet chodzilismy za reke (co prawie przyprawilo go o zawal serca, fuckin’ relationship weirdo hehe). Ale jego podejscie do zwiazku i milosci, a moje roznilo sie tak bardzo, ze to po prostu nie mialo sensu. Poza tym wlasnie wtedy poznalam Øiviego. Z tych wszystkich zawirowan milosnych doszlam do wniosku, ze…. najlepiej mi samej, najlepiej nie miec nadziei na milosc, najlepiej nie czekac na smsy – wtedy przynajmniej nikt cie nie zawiedzie. I to jest ok. W 95% ;)

Kolejnym supportem jest… Ema :) Od jakiegos czasu gadamy codziennie, nie tylko jak przyjezdzam do Wroclawia i jest to tak wspaniale uczucie, w koncu miec prawdziwa przyjaciolke, ktora pocieszy i doradzi. Tak wiec mam dwoch przyjaciol, dla ktorych nie jestem obojetna. Mam prace, w ktorej sie spelniam. Mam mieszkanko, ktore kocham. So hurry, hurry, I’m just missing YOU now! :)

Jesli chodzi o pana Tomasza, to wciaz nie doszlismy do porozumienia w sprawie umowy, ktora miala byc tylko oswiadczeniem, kto ile dal oraz kiedy sprzedamy mieszkanie. Zaczelo sie jednak dodawanie paragrafow, udziwnianie, nagle smial sie obawiac, ze to JA go oszukam, typowy Tomasz, odwrocic kota ogonem i zamiast wspolpracowac po tym, co wywinal, to jeszcze rzuca klody pod nogi. O tyle dobrze, ze Petter sie dowiedzial, ze wystarczy zgoda jednej osoby aby sprzedac mieszkanie, dobre i to, choc oczywiscie mam nadzieje, ze do tego nie dojdzie; mimo wszystko chcialabym zakonczyc te relacje na cywilizowanych warunkach.

To by chyba bylo na tyle z newsow. Juz sie nie moge doczekac, fajnie bedzie spedzic Swieta z rodzinka, oby obylo sie bez ekscesow, a przynajmniej nie jakis wielkich. Zaczelam juz z Sandra swiateczne obzarstwo, ale zamierzam robic damage control i chodzic na basen. Oby tylko moj bark mi na to pozwolil; od jakis 3-4 miesiecy mam z nim problem i nie moge serwowac ani scinac (ano wlasnie, zaczelam na nowo grac mecze i chodzic na treningi z siatkowki, yippie!).

A na koniec w glosnikach kolejna, jakze znana mi piosenka z plyty Grubsona. Wystarczy, ze zamkne oczy i widze nas szczesliwych, smiejacych i wyglupiajacych sie, kiedy jeszcze mowiles mi codziennie, ze mnie kochasz, a mi sie to nigdy nie nudzilo. A teraz spedzasz swieta ze swoja nowe love, obiecujac jej pewnie, ze nigdy jej nie zostawisz. Well, in your face, bitch, jakby to Petter powiedzial ;) Juz za nim tesknie, fuck. A tobie co moge zyczyc na swieta, oh, I don’t know, haven’t we been over this? ROT IN HELL. Sluchajac plyty Grubsona.

Merry Christmas! :D

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

I finally found my river.

Nie ma drog na skroty, nie ma

Moje drzewko bonsai wraca do swojej formy sprzed roku, uwielbiam patrzec na to jak sie od ostatnich miesiecy rozwija, tak bardzo jest to dla mnie symboliczne. Dalismy rade, bonsai, a teraz mamy coraz wiecej zielonych listkow i bedziemy wygladac jeszcze ladniej niz rok temu, I promise!

Wlasnie, uzmyslowilam sobie wczoraj, ze chyba mniej wiecej dzisiaj mija rok odkad moje życie kompletnie wywrocilo sie do gory nogami. I, mimo ze wciaz cie nienawidze, coraz czesciej upewniam sie, ze jednak byla to sluszna decyzja. Oczywiscie biorac pod uwage, ze mielibysmy tkwic w tym zwiazku bez terapii, bez zadnej nad nim pracy. Wiec nie mysl sobie, ze jestes off the hook, kurwa, bo nigdy nie bedziesz. Rot in hell.

Nie ma co podnosic sobie cisnienia, gdyz dzis jest naprawde wspanialy dzien, jeśli tak moge rzec. Ale zacznijmy od początku, bo, o zgrozo, znow mnie tu dość dlugo nie bylo, for that I apologize. Przede wszystkim, może nie „zwolnilam się” z tej toksycznej restauracji, a „przestalam pracowac”. Zaczelo się od tego, ze bylam zmuszona wziac sobie tydzien psychicznej przerwy po tym jak jeden z kucharzy krzyknal do mnie „fuck off”, kiedy to zamowilam jedzenie dla klientow, którzy przyszli 5 minut przed zamknieciem kuchni. Zaznaczam, iz do czasu zamkniecia kuchni moglismy wciaz zamawiac jedzenie. Pomyslalam, nie, ja tu kurwa zwariuje jeśli nie zrobie sobie przerwy od tych debili, bo to jest po prostu parodia. Mialam wrocic po tygodniu, ale doszlam do wniosku, ze albo teraz, albo nigdy, trzeba podjac decycje i zwiac stamtad jak najpredzej. Jakas prace „teoretycznie” musialam mieć do momentu az… zaczne swoj norweski kurs na trenera personalnego. Tak, tak. Nie wiem czy już o tym pisalam, chyba nie, ale doszlam do wniosku, ze kurs w Polsce raczej do wielkiej kariery mnie tu nie doprowadzi, choc nigdy nie powiem, zebym zalowala, bo przeciez nauczylam się mnostwa rzeczy i zainspirowalam jeszcze bardziej. Btw. Egzamin z Crossfitu z 15 maja…zdany :) Oficjalnie jestem zatem Crossfit Level 1 Trainer. Nie powiem, wyniki mnie zaskoczyly, gdyż test był taaaaak trudny, ze bylam dość przekonana, ze nie zalicze. Ponownie jednak, nie zalowalabym, gdyż kurs był po prostu przewspanialy – wspaniali prowadzacy, którzy co chwile zartowali, no po prostu nie moglam być bardziej zadowolona. Ale kontynuujac, kolezanka namowila mnie, abym popracowala troche we wloskiej restauracji za Oslo, gdyż wlasnie dla niej ona opuscila nasza toksyczna restuaracje i mowila, ze jest bardzo zadowolona. Rzeczywiscie, atmosfera byla o niebo lepsza, o wiele bardziej „rodzinna” i nie bylo tak rygorystycznych regul jak poprzednio. Az się balam, ze robia mnie w konia, mowiac, ze ja naprawdę moge napic się wody w zasiegu wzroku gosci. (Tak, tak, kelnerzy to normalni ludzie, którzy pija i jedza, FFS). Popracowalam tam zatem kilka razy az do 20.06, kiedy to zaczal się mój norweski PT kurs. Kurs dzieli się na trzy etapy, z pierwszego etapu bylam bardzo zadowolona, wykladowczyni byla po prostu nieziemska, uwielbiam takie osoby pelne pozytywnej energii, a to w Norwegii w sumie jest niespotykane. Balam się, ze nie dam rady zrozumiec wszystkiego, przeciez to slowa, których nie znam po polsku, a co dopiero po norwesku. Ale tlumaczyla to w tak zajebisty sposob, ze poszlo jak z platka.

Etap drugi był już z wlascicielami silowni, w której mielismy wyklady. Bylo ok, ale bez porownania z czescia pierwsza. Wrecz wydaje mi się, ze cos tam na koniec (jak już dostane papier w reke :P) ponarzekam, bo nie powiem, zeby kurs przeprowadzony był tak jak bym tego oczekiwala za pieniadze, które place. Zreszta (na szczescie badz nie), okazalo się, ze w pierwszym dniu usiadlam kolo… Polki :D Co więcej, Polki, która podobnie mysli jak ja, podobne rzeczy ja wkurwiaja itd. hehehe, no lepiej być nie moglo :) W czesci drugiej mielismy już więcej czesci praktycznych, czyli przede wszystkim cwiczenia. Trudno bylo przelozyc rysunki przyczepow miesni na to jak pracuja w poszczegolnych ruchach, no ale jakos się udalo. Oczywiscie troche zalamania bylo po drodze, ze co ja tu robie, co ja sobie myslalam, nadaje się tylko na kelnerke do konca zycia, ze T. mial racje, ale dzisiaj… zdalam pierwszy egzamin praktyczny i (najprawdopodobniej) teoretyczny, yeay!!! :))) Praktyczny polegal na tym, ze egzaminator chodzil z egzaminowanym (mna) i tym, który będzie egzaminowany po mnie, a który udawal klienta, musialam zatem pokazac cwiczenia wskazane przez egzaminatora. Balam się dzien przed, bo przeciez dla mnie bylo to wyzwanie podwojne – pod wzgledem wiedzy ORAZ języka. Zastanawialam się czy by przypadkiem nie mówić po angielsku, ale w sumie większość specjalistycznych slow znam przeciez po norwesku, gdyż wlasnie ich nas uczyli na kursie. Więc nie wiem czy byloby to o wiele prostsze. Muszę przyznac, ze poszczescilo mi się przy doborze egzaminatora oraz mojego „klienta” – pan, którego widzialam pierwszy raz na oczy, nie jeden z tych, którzy nas uczyli, więc w sumie dość dobrze, bo oczywiscie już wmowilam sobie, ze mnie nie lubia, a na pewno lubia bardziej kolezanke, z która mialam egzamin. No dobra, może nie nie lubia, ale nie jestem ich ulubienica, a to nie jest good enough. Fuck, nawet pan egzaminator zauwazyl, ze jestem perfekcjonistka, FFS.. Trzeba się z tym ogarnac, chociaz nie wiem czy da się tak naprawdę, ot taka jestem i tyle. Kto wie, może ktos mnie wlasnie za to pokocha? Co do zas mojej „klientki” – Australijka, więc zero problemu ze stresowaniem się, czy mój norweski jest idealny (no bo przeciez musi być, right? Eszto, durny perfekcjonizm!) No i przede wszystkim obiecalam sobie, ze NIE bede się stresowac. I poszlo, kurwa, jak z platka, fuck yeah! :D

Zatem teraz przede mna wyklady z etapu trzeciego, który rozpocznie się w poniedzialek, więc w koncu troche czasu bede miala dla siebie, bo ostatnimi czasy to tylko czytanie, czytanie, uczenie i nic więcej, bo przeciez kurs konczyl się o 17, w domu o 17.30, obiad, w lozku już o 22, bo przeciez trzeba wstac o 6, a 8h snu musi być. Slonko ma w koncu wyjsc i przygrzac, bo jak na razie wciąż pochmurno i deszcz, zero lata a to przeciez, dzizas, już koniec lutego, echhhhhh durna Norwegia! No i pozostaje mi „tylko” koncowy egzamin, 15.08, o ironio, albo zrobie Tacie fajny prezent urodzinowy, albo wrecz przeciwnie. Tutaj już będzie prawdziwy klient, rozmowa, ulozenie programu i wykonanie treningu. Men dette klarer jeg! :D Kurwa, JA sobie nie poradze? Boze, czasem lapie się na tym, ze nie moge mieć tyle wiary w siebie, bo los będzie zmuszony sprowadzic mnie na ziemie. Ale z drugiej strony, kurwa, cale życie w siebie nie wierzylam, a teraz nagle mysle sobie „fuck, ja to naprawdę moge robic i moge to robic dobrze!”, co więcej, moge czerpac z tego przyjemnosc. Będzie dobrze zatem i tego się trzymam, dzisiaj upewnilo mnie w przekonaniu, ze ja naprawdę moge siegnac gwiazd jeśli tylko bede naprawdę tego chciala! Jeśli zdam ten teoretyczny i to znam na tyle dobrze, na ile mi się wydaje, to kurwa obrosne w piorka jak nic. I tylko się cieszyc, bo przez cale życie bylam lysa kura :P

Co dodaje mi ostatnimi czasy otuchy to fakt iz… mam przyjaciela. Ale okolicznosci, w których się poznalismy i jakim cudem doszlismy do tego co mamy dzisiaj są niebywale smieszne i dziwne. Zaczelo się wlasciwie od tego, ze poznalismy się na portalu randkowym i ja, jak to ja, zeby nie tracic czasu, zaproponowalam randke/a.k.a wyjscie na piwo. Gadalo nam się dobrze, niby przyjstojny, no i niby zaczelismy się calowac pod koniec, ale w sumie cos bylo nie tak z nim, jakis taki… za malo ruchliwy. I nie powiem, zeby dobrze calowal, chociaz w sumie wtedy bylam pijana i chyba akurat na to nie zwrocilam uwagi. Spotkalismy się drugi raz u niego w domu, do stosunku nie doszlo :P Ale tak, jego palce byly we mnie i w sumie bylo to dość przyjemne, o czym swiadczyla plama na jego lozku :D Oczywiscie stalo się to pod wplywem alkoholu (tak, wiem, mam z tym problem :P) Ale wciąż cos bylo nie tak, za malo pasji, za malo zwariowania, za malo ruchliwosci (za wyjatkiem palcow :D:D:D). Ale ok, Anetka nie chce skonczyc jak Mr Heckles z Przyjaciol, więc trzeba się ogarnac i przestac skreslac kogoś ze względu na jakieś male wady. Randka nr 3 w parku, „nieeee wiem, watpie czy jestesmy dobrym matchem, on i jego nieskazitelnie biale trampeczki, FFS”… Miareczka się przebrala, kiedy spytalam, wychodzac na impreze „jesli bede pijana i napalona, moge wpasc po imprezie o 3.30?” Chyba nie muszę pisac co odpowiedzial i co go calkowicie skreslilo. A więc na drugi dzien trzeba naskrobac tego niezrecznego maila „it’s not you, it’s me”. Generalnie to w sumie ostatnio rozmyslalam nad tym pod wzgledem obu stron i doszlam do wniosku, ze tak naprawdę nie chodzi o ciebie, nie chodzi o mnie, chodzi po prostu o to, ze razem do siebie nie pasujemy, ot co. I to nie znaczy, ze ty jestes gorszym czlowiekiem niż ja, po prostu jest gdzies tam ktos, komu te twoje wady nie beda przeszkadzaly tak jak mi, ba, będzie uwazal je za slodkie, tak jakby chociaz mój pierdolony perfekcjonizm. Ok, wiadomo, ze muszę nad tym pracowac i zdaje sobie sprawe z tego, skoro osoby, które poznalam 40 min temu wiedza już, ze wlasnie takim typem osoby jestem, Houston, we have a fuckin’ problem. A kolega w sumie sam przyznal, ze tak, tez myslal nad tym, ze nie jestesmy dobrym matchem. Ale jakos o dziwo nie wiem kto, czy on, czy ja, zaczelismy sobie wysylac smieszne internetowe zdjecia, memy itd. i jakos tak od slowa do slowa zaczelismy się czuc ze soba mega komfortowo, okazalo się, ze podobnie patrzymy na swiat, wkurwia nas to samo mniej więcej i mamy podobne poczucie humoru, to wlasnie dzieki niemu znam wszystkie internetowe akronimy typu For Fuck’s Sake, Talk To You Later itd. Nazywa się Petter i w sumie chyba jest ode mnie mlodszy o rok. I tak ta nasza znajomosc trwa już od jakiegos czasu, nawet nie wiem, może od miesiaca, dwu? Uzywamy dla siebie pieszczotliwych zwrotow, np. you fat cow/stupid whore a także dumb asshole/fucking motherfucker. Yup, jak już mowilam, to jest bardzo dziwna relacja. Jeszcze dziwniejsza jako ze, zwazywszy na to, ze jestem stupid whore, Petter zostal moim FuBu czyli Fuck Buddy. W sumie to dopiero raz spelnil swoja role, ale bylismy obydwoje tak pijani, ze super performansu nie bylo, no ale te jego palce są naprawdę dość ciekawe i zawsze jakis seks jest lepszy niż zaden. No i w sumie nie powiem, zeby zle calowal, kiedy wracalismy z jego lodzi, na której wypilismy duuuzo piw, na tym stole pingpongowym w srodku nocy, hmmm. A potem nocna zwariowana wycieczka powrotna do domu przez cale miasto na rowerze miejskim, tak, jednym rowerze – Petter po kilku piwach ze mna z przodu na kierownicy :D To w sumie bede wspominac dlugo dlugo, bo to bylo mega crazy i zajebiste :’))) Gdybym tylko nie rzygala potem w nocy hamburgerem, który przygotowal po tym jak wrocilismy do domu, wspominalabym ta noc w stu procentach jako przyjemna ;) Tiaaa… ale to jest w sumie w tej naszej relacji fajne, ze moge być w 100% soba. Ale durna ja jak to ja, zaczelam ostatnio myslec „hmm, a może to jest taka romantyczna opowiesc i we’ll fall in love and end up together?” Hm. Nie wiem sama, raczej nie. Ale mimo wszystko mieć go jako przyjaciela, mieć do kogo się odezwac rano i nie moc się doczekac az mu powiesz, ze zdalas i uslyszec „wiedzialem, wierzylem w ciebie” jest naprawdę best feeling ever. Nie powiem, zeby zawsze był aniolkiem, ale widze, ze naprawdę mu na mnie zalezy i nawet jak się zachowa jak pajac, typu wkurwi mnie dzien przed egzaminem, to jednak probuje to naprawic i wszystko znow jest ok. Smieszne to jakie życie czasem pisze scenariusze ;)

Co więcej, może tez bede mieć kolejnego przyjaciela z takim samym poczatkiem, tj. po nieudanych trzech randkach. Z tym tez nie do konca bylam dobrym matchem w lozku (i to o wiele bardziej niż z Petterem, bo ten okazal się jako FuBu calkiem spoko, mam nadzieje, ze bedziemy kontynuowac ta relacje od czasu do czasu). Owszem, moglabym się w nim smialo zakochac, fajnie lezalo nam się na kanapie, fajnie bylo się obudzic przy jego boku i dostac owoce do lozka, ale mimo wszystko pasji w lozku brakowalo. Troche przypominal mi T. Taki rozsadny, zero szalenstwa. Ale w sumie mega przystojny, tylko ze…mniejszy niż ja, chudzinka taki :) Ale zainspirowalam go i będzie cwiczyc :D No bo kurde, jak facet może mieć mniejsze miesnie niż dziewczyna, nope. Więc tym razem obiecalam sobie, ze dobry seks będzie priorytetem. Już nigdy nie bede musiala prosic się o seks, nigdy. Tez zatem musialam napisac „we’re just not a good match” ale ze mozemy zostac przyjaciolmi. I w sumie bylismy raz na… rolkach :) Bo on jest mega dobry na rolkach, na rampie itd. I nie powiem, jak tak widzialam go w tych skejtowskich ciuchach, troche mi się cisnienie podnioslo… I od razu fantazje…ojjj…w sumie to nawet o tym nie pomyslalam tak naprawdę, zrobic to na takiej rampie w srodku nocy, ciekawe czy bylby na tyle szalony. I o to chodzi, ze muszę znalezc teraz takiego, który na tyle szalony jest. Just like me. Ale nie spieszy mi się, naprawdę. Najpierw kariera. Jutro napisze Cv do silowni, gdyż teoretycznie mozemy już aplikowac. No a poza tym z highlightow pozostaje oboz w Polsce 21.08, gdzie tez będzie 7 wykladow i zdobedziemy 7 certyfikatow. Może znajde tam swojego muscle-upa, bo jednak przydaloby się mieć rodaka za chlopaka, jednak to ta sama kultura, ten sam język – kto mnie tak zrozumie jak Polak, szczegolnie jeśli chodzi o dorastanie bez kasy i logo Louis Vuitton na czole, FTLOG. (For The Love Of God :P) No i krotki pobyt nad morzem z rodzinka i odwiedzenie Lukasza na windsurfingu, nooo i oczywiscie powindsurfingowanie wspolne :)

Aaaaanyyyywhhhoooo….teraz tylko mam jedno zmartwienie na glowie, a mianowicie czy ja czasem w ciazy nie jestem. Nie wiem czy to przez nerwy dzisiaj, ale troche mnie mdlilo, jestem dość sentymentalna, wracajac do domu metrem doslownie poplakalam się ze szczescia, usmiechajac się do siebie jak debil. Tak się cieszylam, taka bylam pewna, ze moge wszystko, przetrwalam ten straszny okres rok temu, przetrwalam egzamin, który mial być naprawdę trudny – moge wszystko :) Sky’s the limit, fuck yeah! Bede PT i kurwa bede w tym dobra, bede się szkolic caly czas, bede pomagac innym wrocic do formy i bede dostawac za to jeszcze pieniadze, FFS could this GET any better? :)))))) Yes it could! Petter mowil mi, ze był na FB T. z ciekawosci i powiedzial, ze jego dziewczyna jest gruba i jest 4. A ja 8. I ja mu, kurwa, wierze :) God natt!

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

Oooh, how I want ya…

Właśnie poszedł ode mnie Mr F. I, chociaż nasza relacja trwa z przerwami już od ośmiu miesięcy, zrobiliśmy to dopiero drugi raz. I bynajmniej nie wiem co myśleć, więc po prostu nie myślę. Było fajnie; ubrałam się seksownie – koronkowa koszulka, pończochy, szpilki i na to wszystko płaszcz – spełniłam jego fantazje, spełniłam poniekąd jedną ze swoich. W końcu ktoś nie mówił mi „nie masz po co się przebierać, bo wolę cię nago”; w końcu ktoś powiedział „fi fæn, du ser kjempefint ut!”, czyli wyglądasz kurwa zajebiście – i tego mi właśnie trzeba było. Od miesiąca seksu nie było, więc trochę emocji na pewno nie zaszkodzi. A że w pewnym stopniu czyimś kosztem? Whatever. Mamy jedno życie, więc w pewnym sensie czuję się jak jego dobry duszek, który robi to, czego żonka nie jest w stanie zrobić. Dopóki nikt na tym nie ucierpi, jest ok. A nawet jeśli ucierpi – widocznie nie jest jej pisany, inaczej by tego nie robił. Monogamia jest taką dyskusyjną sprawą. Powinnam czuć się źle, ale o dziwo czuję się zajebiście. Teoretycznie mam fuck buddy i jest naprawdę ok. Może to Soplica Śliwkowa przeze mnie przemawia, ale whatevs, właśnie przeżyłam mindblowing orgasm z moim Fifim, bo oczywiście Mr F. nie wytrwał za długo, patrząc na moje kuse, powitalne odzianie. Polish undercover agent. Why not?
So damn good to feel sexy again. Mam nadzieję, że przyjdzie też jutro, oh fuck it.

Chociaż jutro zaczynam kurs Crossfitu tu, w Oslo. Już się, kurwa, doczekać nie mogę. Miejmy nadzieję, że będzie na nim choć trochę facetów, dla których pull-ups nie są żadnym wysiłkiem, ojjj jak ja za takimi ostatnio przepadam. Core strength. Mmmm. O muscle-ups’ach już nie wspomnę. Ojjj, trudno będzie dziś zasnąć z tyloma wrażeniami.

Dodatkowo jeszcze strajkuję w pracy, dość już mam naprawdę tej restauracji. Zaczyna się robić cieplej, a co za tym idzie coraz więcej pracy – stresującej pracy, za którą nikt ci nie dziękuje. Czekam tylko na papiery personalnego trenera w skrzynce i idę na przechadzkę po siłowniach. Nie mogę spędzić w tej restauracji dnia więcej.

OMG sooo horny I aaaaammmm right now. Not good, not good, not good.

5 Reasons & Patrick Baker Night Drive In Moscow (Satin Jackets Remix)
(just imagine me stripping to it, with my ass next to Mr F, o.m.g.!)

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

Now you see me for me and my beautiful scars.

Now as you wade through shadows that live in your heart
You’ll find the light that leads home
Cause I see you for you and your beautiful scars
So take my hand, don’t let go

W końcu się wyleczyłam. Zajęło mi to bagatela, 7 miesięcy, ale w końcu zaakceptowałam swoją sytuację i, co więcej, czuję się w niej całkiem dobrze. Cieszy mnie to niezmiernie, naprawdę. Pora rozpocząć kolejny etap życia, a czy będę sama, czy z kimś jakoś mnie teraz nie interesuje – jest mi dobrze tak jak jest. Oczywiście nie okłamuję ani siebie, ani nikogo, bo wiadomo, że zajebiście będzie znowu się zakochać i czuć te motylki w brzuchu, aczkolwiek teraz w końcu nie to jest priorytetem, nie szukam desperacko miłości i to jest naprawdę wspaniałe uczucie.

Wielką rolę w moim uleczeniu odegrała koleżanka z pracy, za sprawą której postanowiłam zaryzykować i zrobić kurs na personalnego trenera. To dzięki niej dowiedziałam się, że w Polsce realizują takie kursy, które trwają tylko tydzień. Oczywiście jestem świadoma tego, że po takim kursie nie śmiem się nazywać personalnym trenerem, choć teoretycznie legitymację mam. Był to tylko początek długiej drogi przede mną, ale jakże wspaniałej, w końcu znalazłam swoją pasję, coś co mogę robić w życiu i co będzie dawać mi satysfakcję! Oczywiście, nie byłabym sobą, nie bojąc się, że sobie nie poradzę, że to może jednak nie w to powinnam inwestować. Ale uczucie po odbytym kursie, po każdej wizycie na siłowni, po każdym zadowolonym spojrzeniu w lustro mówi samo za siebie – znalazłam w końcu coś, co mnie uszczęśliwia! Moje kochane endorfinki. Jestem taka podekscytowana!

Cause it’s not too late, it’s not too late
I, I see the hope in your heart
And sometimes you lose and sometimes you’re shooting
Broken arrows in the dark
But I, I see the hope in your heart

Na szkoleniu dowiedziałam się także o crossficie. Coś już kiedyś o tym słyszałam, jednakże nie drążyłam tematu. Po WOD’zie jednak, po którym padłam dosłownie na cyce, pomyślałam „to jest totalnie dla mnie, tego już od dawna szukałam!”. Tak, treningu, który da mi w kość, przy którym nie będę się nudzić, snując się między maszynami na siłowni, albo oglądając serial podczas biegów na bieżni. Tak dużo się nauczyłam i tak bardzo chcę nauczyć się więcej! Każdy wolny czas chcę poświęcić na czytanie i dowiadywanie się coraz więcej! Niedługo lecę znów do Polski, aby odbyć szkolenie właśnie z crossa, z tej samej Akademii Mistrzostwa Sportowego, która organizowała kurs na trenera. Ba, mają tyle ciekawych szkoleń, że na pewno jeszcze nie raz moja noga we Wrocławiu postanie! Co więcej, zapisałam się na kurs i egzamin z Crossfitu i to już jest poważna sprawa, gdyż to kosztuje 1000$ i jeśli zdam egzamin to będę mogła pochwalić się tytułem Trener Crossfitu! :)))) Także 15 maja proszę trzymać kciuki! Muszę się dobrze przygotować, to już nie będzie takie proste. Ponadto postanowiłam zainwestować bagatela 38tys NOKów i zrobić kurs na trenera w Oslo, po którym bardzo możliwe, że dostanę pracę w najbardziej znanej siłowni Norwegii! Także przede mną wspaniały czas, dlatego sami widzicie, że miłość teraz tylko by przeszkadzała :P A pora skupić się na sobie i sprawić sobie jakąś porządną karierę, bo ileż można latać z tacą między stolikami? 3 lata to naprawdę za długo. A zatem moje kształcenie norweskie rozpocznie się pod koniec czerwca i będzie trwało bodajże z miesiąc, więc nie tak źle. W przerwie polecę nad morze do Babci trochę powindsurfować, spotkać się z Łukaszem, poopalać się nad Bałtykiem :) Zaś, jeśli wszystko pójdzie dobrze to pod koniec sierpnia jadę na obóz z Akademią, więc zapowiada się wspaniaaaaaaaaaaaaaaaaleeeeee!!! :)))))) Już się nie mogę doczekać, seriously. It can’t get better than this! :D

We have to tear down walls that live in your heart
To find someone you call home
Now you see me for me and my beautiful scars
So take my hand, don’t let go

Co do spraw sercowych to co nowego… W wyniku narastającej horniness (półtorej miesiąca :P) zaliczyłam typowy one night stand z 26-letnim Szwedem, tj. w nocy obiecywał gwiazdkę z nieba, zaś nad ranem prawie bez słowa wyszedł, uprzejmie pytając o mój nr telefonu, co oczywiście wyśmiałam. Nie przejęłam się tym nic a nic! Materiałem na chłopaka nie był, zaspokoił tylko moją potrzebę, fine by me. Trochę żałosne, że tak kłamał, że nie jest typowym facetem, który po one night standzie nie zadzwoni, no ale to już jego sprawa. Mnie to oczywiście wciąż zadziwia, że Skandynawowie potrafią być tacy zimni i wyrachowani, no ale cóż.

W poniedziałek był u mnie Mr Married Guy, teoretycznie chyba myślał, że będziemy baraszkować, ale na szczęście/nieszczęście dostałam w przeddzień okres, więc pogadaliśmy trochę, pocałowaliśmy się i tyle. Trochę mi trudno czuć się komfortowo z kimś, kogo nie widziałam prawie od wakacji i to tym bardziej o 12 w południe – gdzie ta atmosfera wieczoru, świec, wina – przecież po tym mogłabym zrobić mu wszystko.

W przyszłym tygodniu zaś idę na… randkę :) Z Polakiem. Kolegą kolegi, który znalazł się w podobnej sytuacji co ja – dziewczyna zostawiła go po wielu latach związku, ba, mieli nawet wyznaczoną datę ślubu – ludzie to są kurwa egoiści, masakra. No ale więcej dowiem się na randce. Na profilu FB wygląda na przystojniaka, no ale zobaczymy na żywo. Jest w sumie 5 lat starszy ode mnie! :O Dla odmiany przydałby się w sumie ktoś dojrzały, hm. Ale byłoby śmiesznie, gdybyśmy się zakochali, naprawdę. Wtedy naprawdę uwierzyłabym w powiedzenie „miłość przyjdzie wtedy kiedy jej nie będziesz szukać, w najmniej spodziewanym momencie”, heh. Nie wiem czy to wynika z mojego wyleczonego już serca i podejścia do miłości, czy z wrodzonego pesymizmu, ale nie mam cienia nadziei, że tak się stanie, w ogóle się tym nie ekscytuję.

A ostatnio w sumie miałam dość dużą nadzieję, ba, nie pozwalała mi spać, tak się podnieciłam wizją wspólnej przyszłości. Poznaliśmy się na portalu randkowym, zaczęliśmy pisać długie maile, okazał się naprawdę moim typem człowieka – te same żarty, to samo cyniczne podejście do życia, pesymizm – no wspaniale nam się ze sobą pisało. I cały czas mieliśmy się spotkać na randce, ale cały czas coś przeszkadzało – najpierw byłam chora, potem on zaczął się dziwnie zachowywać, po dwóch tygodniach napisał, że boi się ze mną spotkać, bo co jeśli się sobie nie spodobamy, itp. Zaś podczas naszej ostatniej rozmowy po prostu się…pokłóciliśmy. Zaczął mnie wtedy naprawdę denerwować, więc napisałam szczerze co o tym wszystkim myślę. Skończyło się na tym, że „the timing isn’t good”. Rzekomo dlatego, że jego dziadek leży w szpitalu, a czy było to kłamstwo czy nie to nie wiem, nieważne. A szkoda, bo przystojniak. I w moim typie. A nawet nie miałam okazji zaczarować go swoją osobą osobiście ;P No cóż, his loss jak to mówią.

Z frontu T natomiast, jesteśmy na etapie przygotowywania umowy do podpisania. Pisałam mu o tej umowie już od jakiegoś czasu i mi nie odpisywał, dlatego wkurwiłam się i postanowiłam pojechać do naszego mieszkania, oczywiście bez zapowiedzi, aby zmusić go do rozmowy. Stety niestety go nie było, więc postanowiłam wejść do środka, używając MOJEGO klucza i trochę się rozglądnąć. Nie powiem, aby nie ukłuło mnie w serce to, co zobaczyłam przy łóżku na nocnym stoliku…mnóstwo zdjęć jego i jej. Niby wiedziałam przecież, że ją ma, że to ta sama, z którą całował się tydzień po naszym rozstaniu na przystanku. A jednak, widzieć go takiego szczęśliwego przy boku innej bolało jak cholera. W dodatku zdjęcie z Paryża, do którego przecież mieliśmy w planach lecieć, bo to przecież miasto miłości… Heh. Ale może właśnie widok tego wszystkiego był ostatnim ciosem zadanym w moje serce, po którym postanowiłam w końcu się ogarnąć i zaakceptować to, co się stało, to, że tak łatwo przyszło mu pokochać inną. Shit happens, let’s move on, shall we. Co najśmieszniejsze jednak to to, że kiedy się dowiedział, że byłam w SWOIM mieszkaniu, wkurwił się niemiłosiernie, oj!!! Że on dzwoni na policję i zgłasza to jako włamanie, że tam jego dziewczyna mogła być, że stracił do mnie cały szacunek, bo jak mogłam. Powiedziałam tylko, żeby go ahead, dzwonił na policję i powiedział, że WŁAŚCICIEL mieszkania wszedł do SWOJEGO mieszkania używając SWOJEGO klucza – i niech mi powie, jak zareagowali policjanci hehehe, no ten człowiek to już naprawdę postradał wszystkie zmysły. Żeby jednak było mało, w swojej wersji umowy napisał paragraf, że to on mieszka w mieszkaniu i że mam mu oddać klucz hahahaha, no po prostu naprawdę musi mnie mieć za idiotkę, mając nadzieję, że mu tą umowę podpiszę. Zapłaciłam za to mieszkanie trzy razy więcej niż on i to ON mi będzie stawiał warunki, czy ja mogę wchodzić do niego czy nie!? No po prostu parodia, parodia co ten człowiek wyprawia, zupełnie nie mój Tomi. Zupełnie. Wysłałam swoją wersję umowy, teraz czekam co odpisze. Choć generalnie odnosimy się do siebie w dość cywilizowany sposób, więc mam nadzieję, że zrozumie dlaczego ja jego umowy za nic w życiu nie podpiszę, dojdziemy do porozumienia w sprawie mojej wersji i będziemy mieli tą sprawę za sobą, aż do sprzedaży tego feralnego mieszkania, tj. mam nadzieję za ok. rok.

Dobrze, chyba pora kończyć. Jutro narty z kuzynką :)))

And I don’t cry for yesterday
There’s an ordinary world
Somehow I have to find
And as I try to make my way
To the ordinary world
I will learn to survive

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe